Prowadząca program "W Punkt" redaktor Katarzyna Gójska zauważyła, że w Polsce nieformalnie trwa kampania wyborcza, a w jej trakcie często mówi się o jednej liście opozycji. Konkretniej - mówi o niej Donald Tusk, a reszta opozycji jest niechętna. Czy to rozwiązanie w ogóle jest możliwe, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w polityce?
- Myślę, że jeżeli już to na ostatniej prostej. Na pewno nikt nie zareaguje na swoisty szantaż ze strony pana Tuska, że albo do końca roku się zdecydujecie, albo idę sam. To byłby pokaz słabości ze strony przyszłych koalicjantów
- zaznaczył dr Arkadiusz Jabłoński z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Szczególną uwagę dr Jabłoński zwrócił na środowisko lewicowe:
Jeżeli chodzi o Lewicę, to musimy odróżnić partię Nową Lewicę i tą lewicę, która jest teraz PPS-em, który wydaje się być bliski propozycji zjednoczenia i atakuje Nową Lewicę. Mamy też tych starych z postkomunistycznej Lewicy, z Millerem na czele, który jest w wyraźnym konflikcie z Czarzastym i wyraźnie gra na zjednoczenie. Partia Razem nie chce, bo chce być postrzegana trochę jako partia antysystemowa, a nic bardziej systemowego nie ma niż Platforma Obywatelska.
Padło też pytanie o Polskie Stronnictwo Ludowe, które w wielu sondażach ma problemy z przekroczeniem progu wyborczego. Jak dziś wygląda sytuacja tej formacji i na ile Kosiniak-Kamysz jest dla działaczy terenowych PSL prawdziwym liderem?
- Jeżeli chodzi o przywództwo Kosiniaka-Kamysza, to trzeba odróżnić dwie rzeczy: on w układzie politycznym w ramach PSL nie ma wielkiego posłuchu, natomiast nie mają nikogo na tyle wyrazistego, żeby mu się przeciwstawić. Kosiniak-Kamysz ma jeden atut: jest w stanie dogadać się z egzotycznymi formacjami politycznymi. Liczą w PSL na tym, że Kosiniakowi-Kamyszowi uda się na przykład jakieś zjednoczenie z Hołownią. On na to gra, zachęca Hołownię do stworzenia centrowego bloku, który byłby konkurencją dla PiS
- wskazał dr Jabłoński.