Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Niemiecka prasa w strachu przed powrotem PiS do władzy. Maciejewski o sumie strachów Berlina

Niemcy nie niuansują polskiej polityki na tyle, by widzieć różne podejście do tożsamości, polityki historycznej, gospodarki czy polityki społecznej. Czarno-białe okulary zachodniego sąsiada widzą tylko dobrego, proeuropejskiego Tuska i podżegacza polskich demonów Jarosława Kaczyńskiego. Niemcy tego drugiego ewidentnie się boją - pisze Jakub Maciejewski w "Gazecie Polskiej".

Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zachwyca się warunkami gospodarczymi w naszym kraju. „Polska cieszy się rosnącym zaufaniem niemieckich inwestorów" – twierdzi Andreas Mihm, autor artykułu. Opisy rosnącej wymiany handlowej pomiędzy naszymi krajami, wzrostu PKB w Polsce i rozwijającej się infrastruktury stały się kanwą propagandowych zachwytów ostatnich tygodni. Tekst został natychmiast przetłumaczony na język polski przez „Die Welt". „Dlaczego niemieccy inwestorzy kochają Polskę" (sic!) – podkręca wymowę przekazu polskojęzyczny portal. Podobnie Onet.pl łechce ego polskiego podatnika: „(…) wzrost gospodarczy Polski imponuje Niemcom” – a to wszystko to echa jedynie jednego artykułu w niemieckiej prasie.

Same wnioski nie są tylko PR-owskim przekazem, bo wynikają z kwietniowego badania Konjunkturumfrage 2026 / Business Climate Survey 2026. 

Co w Polsce kusi, co straszy?

W projekcie przedstawiono ranking atrakcyjności inwestycyjnej, według którego przedsiębiorcy zza Odry plasują Polskę na drugim miejscu (po Litwie) spośród krajów Europy Wschodniej, jako miejsce dogodne dla współpracy biznesowej. Najlepiej spośród warunków polskich wypadły infrastruktura i środowisko gospodarcze, a dodatkowymi walorami są bliskość Niemiec i wielkość rynku zbytu. Te dwa ostatnie są niezależne od polskich rządów, bo jako sąsiad Niemiec nadal bijemy na głowę pod względem ludności inne kraje regionu – wszak zwycięska w rankingu Litwa ma mniej ludności niż samo województwo mazowieckie. Są jednak takie obawy niemieckiego biznesu, które wskazują na polską prawicę jako... problem. Aż 71 proc. respondentów badania jest zaniepokojonych kwestią politycznej stabilności RP. Niemcy boją się tego bardziej niż polskiej inflacji czy zmiennych kursów walut, a w wyjaśnieniu, co stanowi ryzyko niestabilności politycznej, pojawiają się kohabitacja premier–prezydent oraz nadchodząca kampania wyborcza w 2027 roku. Zestawiwszy to z niemiecką debatą publiczną na temat Polski, widać wyraźnie, że Berlin uważnie przygląda się naszej scenie politycznej i choć odnotowuje kłopoty w partii Jarosława Kaczyńskiego, to jednak dopuszcza scenariusz, że PiS powróci do władzy i polsko-niemiecki miodowy miesiąc rychło się skończy. „Prawicowo-narodowa partia PiS chce wrócić do władzy" – straszy „Süddeutsche Zeitung". „Prawicowy radykał Czarnek ma poprowadzić polskie PiS do wyborów parlamentarnych” – to już komentarz „Tagesspiegel”. „FAZ” dodatkowo odnotowuje sceptycyzm PiS wobec Niemiec: „Czarnek widzi siebie jako obrońcę prawdziwej i normalnej Polski »przed domniemanymi zakusami z Brukseli i Berlina«”, w innym miejscu zwracając uwagę na antyniemiecką retorykę PiS. IPS Journal prognozował z kolei, że jeśli Tusk w 2027 roku utraci władzę, to Polska znów wejdzie na ścieżkę konfrontacji z Niemcami. 

Stawka geopolityczna

Nic dziwnego, że nasi zachodni sąsiedzi wychwalają Tuska czy wręcz trzymają się go jak największej nadziei nad Wisłą. Dla nich Nawrocki jest „człowiekiem Trumpa w Europie" („Süddeutsche Zeitung”), a polska prawica myśli tylko o polexicie. Premier jawi się tutaj jako jeździec na białym koniu, jako ten, który zapobiegnie wasalizacji kraju przed USA. Wątek transatlantycki w relacjach polsko-niemieckich jest bardzo ważny – Berlin już oficjalnie zapowiedział, że weźmie większą „odpowiedzialność strategiczną za Europę”. Opublikowane w kwietniu fragmenty Ogólnej Koncepcji Obrony Wojskowej (Gesamtkonzeption der militärischen Verteidigung) zdradzają, że Niemcy znów chcą mieć największą i najsilniejszą armię w Europie. Choć w oficjalnych notach obronność ma być przygotowana na konfrontację z Rosją, to najważniejszy papierek lakmusowy – Nord Stream – zdradza nadal utrzymującą się chęć tworzenia jakiegoś wariantu Berlin–Moskwa. Przypomnijmy, że twórcy Gazociągu Północnego nie tylko nie likwidują projektu, lecz także ich służby wskazały domniemanych winnych sabotażu na bałtyckiej rurze i w Niemczech oczekiwano, że Polska wyda jednego z podejrzanych.

Gdy po deklaracji Białego Domu o możliwym wycofaniu amerykańskich żołnierzy z Niemiec elity z Berlina zgodnie wystąpiły pod hasłem solidarności europejskiej, kilka dni potem dokładnie to samo na spotkaniu z polskimi dziennikarzami powtórzył Donald Tusk. Po raz kolejny więc Europa znajduje doniosły pretekst do wielkiej konsolidacji i de facto tworzenia wielkiego superpaństwa. Rosja wygrywa na Ukrainie? A, to trzeba jednoczyć Europę. Rosja zaczyna przegrywać? O, to tym bardziej budujmy superpaństwo. Ameryka chce dofinansować NATO? O, nie, trzeba szybko skonsolidować Unię.

A może Ameryka wycofuje wojska? Najlepszą odpowiedzią jest europejskie imperium. I tak w kółko. Jak mantrę powtarza się więc to samo rozwiązanie na wszystkie problemy, wyjmuje się jeden klucz do wszystkich zamków. Wypychanie Amerykanów z Europy to przecież jeden z najważniejszych postulatów europejskiego establishmentu. Rosyjskiego tym bardziej. 

Polskie realia

Trzeba też docenić, jak bardzo Niemcy koncentrują się na nadaniu polskiej debacie swoich interpretacji. Tak jak w Europie wszystko ma prowadzić do zjednoczenia, tak wszystko, co dzieje się na polskiej prawicy, ma rzekomo prowadzić do polexitu. „Tagesschau" tak podsumowało aktywność polityczną Prawa i Sprawiedliwości: „Polska prawica forsuje debatę o polexicie”. Gdzie niby? Każde słowo krytyki wobec Brukseli okazuje się rzekomym polexitowym alarmem. Za niemieckimi przekonaniami podąża też premier Tusk, ze słynnym już tekstem o „solidarności europejskiej", która mu nie pozwoli „podbierać" amerykańskich żołnierzy z Niemiec.

Nic tu nie jest przypadkowe, wszak potęga mediów Ringier Axel Springer w Polsce, działanie ludzi pokroju Klausa Bachmanna czy tuzina niemieckich fundacji stopniowo urabiają opinię publiczną i rozpoznają warunki polityczne nad Wisłą. Stopień rozeznania w sprawach polskich świetnie ilustruje opowieść przedwojennego dyplomaty i publicysty, Wacława Zbyszewskiego, który podczas przewrotu majowego pełnił dyżur w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Zadzwonił wówczas do niego pracownik niemieckiej ambasady, dopominając się o wyjaśnienie, co to za strzały na ulicach, zamachy i walki żołnierzy. Zbyszewski nie dał rady go zbyć, bo Niemiec znał wszystkie paragrafy prawne na pamięć, ale w pewnym momencie zaskoczył samego Polaka, bo znał Konstytucję RP lepiej od niego – wiedział, kto zostanie głową państwa, jeśli odsuną prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. Jeśli więc i teraz tuzy niemieckich mediów w Polsce z pasją straszą swoich odbiorców „PiS-em dążącym do polexitu”, to wiedzą, co robią.

Strach przed PiS

W nieustannym przypominaniu Polakom „słodkich” słów „für Deutschland” Donalda Tuska do niemieckiej partii rządzącej, może było i dużo nachalności, ale nic, co by było niezgodnego z prawdą. W niemieckiej prasie mainstreamowej próżno szukać krytyki polskiego premiera albo – w drugą stronę – choćby słowa uznania dla Karola Nawrockiego czy Jarosława Kaczyńskiego. Przy liderze Koalicji Obywatelskiej pojawiają się nadzieje na współpracę, pieniądze i wspólne cele zagraniczne, zaś przy powrocie PiS do władzy – temat reparacji i ta przeklęta współpraca z nieszczęsną Ameryką.

W zdrowej logice politycznej pochwały silnego sąsiada, który ma z Polską tak rozbieżne cele, byłyby sygnałem alarmowym, ale zbyt wielka część społeczeństwa została już nauczona myśleć inaczej. Ale oprócz realnych niemieckich obaw, że „ci okropni Polacy” znowu wykręcą jakiś numer i na przykład obalą Donalda Tuska, jest też pozytywny zwiastun dla Polski – w Berlinie widzą spore szanse, że obóz niepodległościowy wróci do władzy.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polityka