Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Niegdyś ulubieniec „elit”, dziś „poglądowo niebezpieczny”. Jak poseł Józefaciuk wkurza dosłownie wszystkich

Od nadziei na „odczarnkowienie edukacji” i idola liberalnych salonów do „człowieka o niebezpiecznych poglądach”. Sejmowa kariera posła Marcina Józefaciuka pokazuje, na jak bardzo pstrym koniu jeździ łaska politycznych patronów i mediów III RP. I jaką cenę płaci w polityce ten, kto nie chce śpiewać w chórze, w którym ci łaskawie go postawili - pisze Wojciech Mucha w "Gazecie Polskiej".

Chociaż poseł Marcin Józefaciuk nie jest już członkiem klubu Koalicji Obywatelskiej, to na archiwalnej stronie partii można wciąż znaleźć jego notkę biograficzną z czasu, gdy po wyborach w 2023 roku był nadzieją koalicji 13 grudnia. Jak czytamy:

„Nauczyciel z powołania i pasji, były dyrektor szkoły (…) prowadzący program »Nastolatki rządzą… kasą«, prelegent na konferencjach, magister metafizyki, dietetyk, trener personalny. Od lat wspiera działalność działających na rzecz niepełnosprawnych. Za pracę, pomoc i wsparcie młodzieży nagrodzony medalem Serce-Dziecku oraz Odznaką Za Zasługi. Zwycięzca 24h ultramaratonu w Stilo, 3 m-ce w ultramaratonie na Kaukazie” (pisownia oryginalna).

Mistrz konchowania i walki z Czarnkiem

To zresztą skrócona wersja tej oficjalnej, partyjnej biografii posła, o którym ludzie nieoglądający na co dzień TVN, a więc nieznający prowadzonego przez niego programu, w którym nastolatki przejmują kontrolę nad domowym budżetem, dowiedzieli się dopiero wtedy, gdy dostał się do Sejmu z list Koalicji Obywatelskiej, startując z 10. miejsca i zdobywając blisko 18 tys. głosów.

Józefaciuk z miejsca wywołał kontrowersje nie tylko dość ekscentrycznym jak na nauczyciela wizerunkiem wytatuowanego od stóp do głów (dosłownie) maratończyka. 

W pierwszych przybliżających go Polakom wywiadach deklarował się bowiem jako… neopoganin i zwolennik niekonwencjonalnych metod uzdrawiania, polegających na wkładaniu do ucha przypominającej kominek rurki (tzw. konchy), a następnie podpalanie jej celem wyssania woskowiny oraz towarzyszących jej toksyn – „różnych syfów”. Sam parlamentarzysta określał się przy tym mianem „mistrza konchowania”. I choć metoda ta zdaniem ekspertów ma więcej wspólnego z niebezpieczną szarlatanerią niż leczeniem rzeczywistych schorzeń, to kontrowersje, jak to bywa, wpłynęły na rozpoznawalność posła.

Ale to nie ze względu na „konchowanie” okrzyknięto Józefaciuka „powiewem świeżości”, wpuszczonym w zatęchłe po rządach prawicy mury Sejmu. Z miejsca urojono sobie bowiem, że nieukrywający od pewnego momentu swojej homoseksualnej orientacji poseł z Łodzi wraz ze swoim, cóż, przełamującym konwencje wizerunkiem będzie doskonałą przeciwwagą dla pomysłów, jakie na edukację miała ekipa Zjednoczonej Prawicy, z ministrem Przemysławem Czarnkiem na czele. 

Powoływano się przy tym zapewne na wypowiedzi z czasów, gdy Józefaciuk nie był jeszcze posłem i jako dyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła im. Jana Kilińskiego w Łodzi z niechęcią odnosił się na przykład do słynnego podręcznika „Historia i teraźniejszość” autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego: „Do szkoły zaczyna się przez takie rzeczy mieszać dodatkowa ideologia, brak obiektywizmu, brak spojrzenia na sytuację z drugiej strony. Jeśli byłoby coś opisane, ale byłaby też druga strona medalu podana, to mogę z młodzieżą na ten temat rozmawiać. Ale jeżeli podręcznik kieruje tylko w jedną stronę, to ja go nie wybiorę” – mówił w 2022 roku w programie „Onet Rano".

Po dwóch dniach – minister! 

I to zapewne tego typu wypowiedzi, obok występów w TVN i kontrowersji, jak wówczas, gdy zarzucano nowemu posłowi pokazywanie na zdjęciach rzekomo satanistycznych gestów („Znak, który pokazuję, jest międzynarodowym znakiem migowym, oznaczającym »Kocham Cię« i wykonuję go z takim przesłaniem” – tłumaczył się z „rogów” Józefaciuk), zbudowały nie tylko rozpoznawalność posła, lecz także przekonanie jego politycznych patronów, że będzie on doskonałym młotem na czarownice. 

Przepytywany w obszernych wywiadach, m.in. dla „Wysokich Obcasów”, poseł zerkał do liberalnego wyborcy z profesjonalnych sesji zdjęciowych, a w wywiadzie dla Portalu Samorządowego przekonywał: „Szkołę trzeba odpolitycznić. Najważniejsze, żeby to jednak dyrektorzy i społeczność szkolna przejęły dużą decyzyjność na temat tego, co się dzieje w szkole. Jedna szkoła będzie chciała dzień papieski? Okey. Inna będzie chciała dzień wolności LGBT? Okey” – mówił Józefaciuk. „Kochają go uczniowie, pokochali też wyborcy” – pisali rozanieleni dziennikarze. Kariera stała przed nim otworem. 

Oj, stała. Najlepiej ujęła to zresztą Karolina Hytrek-Prosiecka, była dziennikarka TVN, a obecnie – cóż za zaskoczenie – dyrektor biura komunikacji w państwowej Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Już dwa dni po wyborach, a więc 17 października 2023 roku, napisała w serwisie X (dawniej Twitter), publikując zdjęcie posła na bieżni: „Chciałabym, żeby taki gość został Ministrem Edukacji i dostał swobodę jej kreowania. Edukacji otwartej, ofensywnej, niewykluczającej, uczącej myślenia, samodzielności i tolerancji. Pan Marcin Józefaciuk z list Koalicji Obywatelskiej. To byłaby ta właśnie nowa jakość”. 
Taaak… Taka była zapewne mądrość etapu, a tymczasem sam Józefaciuk mówił o takich planach raczej chłodno:

„Ja nie mówię nie, ale chciałbym zacząć pracę »od dołu«. Bo to jest tak, jakby nauczyciel na starcie został dyrektorem szkoły. Tak się nie da. Najpierw trzeba się dobrze zapoznać z instytucją, zobaczyć, z czym ma się do czynienia”.

No i zobaczył. W sierpniu 2025 roku, a więc po niecałych dwóch latach w Sejmie, Józefaciuk został zawieszony w prawach członka Klubu Koalicji Obywatelskiej, a następnie odszedł z niego na własne życzenie.

Za pedofila czy za krytykę partii?

Stało się to po tym, jak publicznie krytykował resort edukacji m.in. za blokowanie finansowania edukacji domowej, za ograniczanie edukacji dla dorosłych oraz – o ironio – za projekt likwidujący tzw. godziny czarnkowe, a więc de facto za to, do czego dopingowali go polityczni kibice – rzekome sprzątanie po poprzednikach. 

Finalnie „godziny”, a więc czas, w którym nauczyciele mieli być dostępni na konsultacje dla uczniów i rodziców, zlikwidowano, ale sam Józefaciuk odszedł wcześniej. Pretekstem do jego zawieszenia było również to, że na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Dzieci w Procesie Rozstania Rodziców wzięła w nim w roli eksperta udział osoba skazana za przestępstwa seksualne wobec własnego dziecka, za co obwiniono krytykowanego już wówczas w partii posła. 

Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie Józefaciuk bardzo mocno krytykował resort Nowackiej, a już po zawieszeniu powiedział: „Nie zgodzę się na zrobienie ze mnie kozła ofiarnego i zrzucenie pełnej winy za obecność osoby skazanej, czego nie byłem świadom”. Po tym oświadczeniu w obronę wziął go m.in. wicemarszałek Krzysztof Bosak (Konfederacja): „Poseł Józefaciuk ideowo i politycznie jest mi odległy, ale warto zauważyć pracowitość i przejawy odwagi. To w Sejmie sytuuje go w mniejszości” – napisał Bosak. 

To oznaczać mogło tylko jedno – gwóźdź do politycznej trumny jako gwiazdy koalicji 13 grudnia. „Jeśli chodzi o politykę edukacyjną, przeszkadzałem i byłem [tego] świadom. Niekoniecznie przeszkadzałem koalicji, ale przeszkadzałem może w niektórych planach” – mówił pod koniec 2025 roku w rozmowie z „Onet Rano”. „Jestem na tyle niepokorny, że trudno mi jest grać w zespole, w którym moje zdanie jest pomijane” – przekonywał. 

Zderzenie z polityczną rzeczywistością musiało być jednak bolesne, bo już jako poseł niezrzeszony Józefaciuk wielokrotnie opowiadał o swoich przejściach. Narzekał m.in. na brak własnej sprawczości, na wycinanie projektów wyróżniających się osób czy system partyjny sprowadzający parlamentarzystę do roli maszynki do głosowania. Dyskusjom wewnętrznym zarzucał brak merytoryki i powierzchowność, sprowadzającą się do konkluzji w typie „lećmy dalej, nie ma czasu” (zob. wywiad dla Zero.pl z lutego 2026 roku).

I poleciał poseł Józefaciuk 

Poleciał w swoją stronę. Dziś wiele wskazuje na to, że ci, którzy chcieli w łódzkim nauczycielu widzieć wcielenie lewicowo-liberalnych marzeń o „anty-Czarnku”, po prostu padli ofiarami swoich dość wąskich horyzontów. Józefaciuk był bowiem „w porządku”, gdy potyczkował się m.in. z Telewizją Republika i jej dziennikarzami: sąd m.in. odrzucił jego wniosek o ukaranie Michała Rachonia za nazwanie go „debilem” jeszcze w czasach programu „Jedziemy” w TVP Info, a w 2025 roku z sejmowej mównicy on sam ubolewał wręcz, że stacja istnieje, podczas gdy „jej kierownictwo atakuje sądy i zarzuca polityczne naciski”. 

Dziś jego ówczesnym patronom zapewne nie mieści się w głowie, gdy czytają słowa posła: „Niezależnie od sympatii politycznych: nękanie dziennikarzy, fałszywe zgłoszenia i wykorzystywanie służb do wywoływania chaosu to przekroczenie granicy” – pisał Józefaciuk, w czasie gdy trwała afera związana z nękaniem naszych mediów. 

Ale to, co robi i o czym mówi uwolniony od partyjnej dyscypliny poseł, budzi zaskoczenie niemal powszechne. Józefaciuk nie tylko nie zrezygnował z interweniowania z sprawach dotyczących edukacji (m.in. w ostatnich dniach wziął pod lupę i mocno skrytykował jako bubel przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji projekt powołania państwowego „dziennika lekcyjnego”; poseł prowadzi także bezpłatne warsztaty z zapobiegania nienawiści w internecie). Wciąż mówi też o problemach osób homoseksualnych i transpłciowych, ale dotyka także powszechnego tabu – wykluczenia mężczyzn i nierówności, jakie ich spotykają, począwszy od niedostrzegania problemów chłopców w szkołach (wskazywał m.in. na lukę w umiejętności czytania czy nadreprezentację kobiet wśród nauczycieli i idący za tym brak męskich wzorców) aż do ułomności w prawie pracy czy wydłużonego względem kobiet wieku emerytalnego, co przy statystycznie krótszej długości życia mężczyzn czyni różnicę jeszcze poważniejszą. 

Mówi także o prawach ojców, wskazując m.in. na konieczność ochrony przed presją w pracy mężczyzn korzystających z praw rodzicielskich, czy wreszcie tabu największym – przemocy wobec mężczyzn, także tej, której ofiarami padają ze strony kobiet. „Kobiety nie są odpowiedzialne za zaniedbania państwa wobec mężczyzn. Nie domagam się mniej ochrony dla kobiet. Domagam się, aby państwo dostrzegało każdą osobę doznającą przemocy” – pisał na X. Tego typu treści musiały oczywiście wzburzyć środowiska feministyczne (choć i na prawicy nie brakuje przecież osób zbywających tego typu problemy hasłami w stylu „chłop to musi być chłop”, cokolwiek to znaczy).

Człek to niebezpieczny

I tak zachwycające się jeszcze niedawno Józefaciukiem „Wysokie Obcasy” dziś piszą, że „jego poglądy są coraz bardziej niebezpieczne”, niemal drwiąc, że zamiast dotykającą kobiet luką płacową ten woli zajmować się niebezpiecznym poziomem samobójstw i bezdomności wśród mężczyzn, a jako dowód na radykalizację pokazują m.in. rzucony w ramach kontrowersji pomysł posła, by zamiast dnia wolnego dla kobiet dotkniętych bólem menstruacyjnym wprowadzić model równościowy: „dzień zdrowotny z powodu silnego bólu uniemożliwiającego pracę” dla wszystkich. 

Postawę tę określa się w „Wyborczej” jako dążącą do zwarcia i „niebezpieczną” i sprzyjającą trendom z tzw. manosfery. Szczególnie niebezpieczne jest oczywiście, że mówi to nie przedstawiciel skrajnej prawicy, którego łatwo sprowadzić do roli mizoginistycznego radykała, ale niedawna gwiazda programów śniadaniowych, zadeklarowany homoseksualista i nadzieja na „odczarnkowienie” MEN. 

Sam Józefaciuk nie wydaje się tym przejmować, a rozbrat z koalicją 13 grudnia wpłynął na posła z Łodzi raczej mobilizująco. W ostatnich dniach w ramach narzuconego sobie maratonu publikuje raporty dotyczące systemowych problemów dotykających mężczyzn – od zdrowia do wspomnianej przemocy, ojcostwa, edukacji. 

Polityczna przyszłość Józefaciuka pozostaje jednak nieznana, bo choć widziany był na słynnym „grillu” założonego przez środowisko Mateusza Morawieckiego, to po powrocie ze spotkania nie omieszkał skrytykować prezentowanego tam, kluczowego dla ludzi byłego premiera, raportu dotyczącego demografii. „Niestety wyszedłem rozczarowany” – orzekł. Dokumentowi, a także towarzyszącej mu dyskusji zarzucił powierzchowność oraz nieuwzględnianie roli mężczyzn w rozwiązywaniu tego, cóż, dotykającego obu płci problemu: „Podczas panelu słowo »mężczyzna« padło raz lub dwa – w kontekście samotności mężczyzn. Słowo »ojciec« również pojawiło się jednostkowo, [tymczasem] demografia nie jest sprawą wyłącznie kobiet. Ojcostwo nie może być przypisem do macierzyństwa. A mężczyzna nie może być widoczny dopiero wtedy, kiedy trzeba, aby założył rodzinę, pracował i finansował system. (…) Bez kobiet nie będzie poprawy demografii. Ale bez mężczyzn również nie” – napisał. 

I choć Józefaciuk ma sporo racji, to zapewne wie, że z taką niepokornością trudno mu będzie znaleźć miejsce na listach w przyszłorocznych wyborach.

Nie wygląda jednak na to, by posłowi spędzało to sens z powiek czy tym bardziej paraliżowało jego dość cięty język. „Mam ADHD” – przyznawał wielokrotnie. Być może. Trudno jednak nie dostrzec u niego innego, dość rzadkiego u polityków „zaburzenia”. Suwerenności myślenia.

Źródło: Gazeta Polska

NAJNOWSZE Polityka