Dla wszystkich jest już oczywiste, że polityka, której symbolem stały się słowa kanclerz Angeli Merkel "Herzlich willkommen", nie zdała egzaminu i nie może być dłużej stosowana. Widzimy, że Niemcy i Francja nie chcą przyjmować więcej nowych imigrantów. Zamiast jednak wyciągnąć wnioski i podjąć działania tamujące ruch migracyjny, m.in takie, jakie my podjęliśmy na granicy z Białorusią, Bruksela woli przerzucać problem na inne kraje. Stąd forsowanie paktu migracyjnego i przymusowej relokacji.
Nie może zatem nikogo dziwić postawienie pytania referendalnego na ten temat. Chcemy, by to Polacy wypowiedzieli się, czy chcą przyjmowania nielegalnych imigrantów, czy nie. Tusk i jego partia, która zawsze opowiadała się za otwarciem granic i przed laty deklarowała gotowość na każdą liczbę, teraz przybiera maskę antyimigracyjną. Nie powinno nas to jednak dziwić. W końcu ekipa Tuska jeszcze przed kampanią mówiła o potrzebie kłamania w polityce, o kłamstwach, które mają pomóc obalić rząd PiS-u. Teraz widzimy, jak ten plan realizują podczas kampanii. Zaprzeczają sobie nawzajem, zaprzeczają swoim własnym wypowiedziom, kłamią i manipulują.
Wierzę, że Polacy nie dadzą się nabrać. Powiedzieć można wszystko, ale liczą się czyny. A te demaskują prawdziwe intencje polityków opozycji. Głosowania w Parlamencie Europejskim za paktem migracyjnym, zgoda na rozlokowanie w Polsce przyjęcia nielegalnych imigrantów w 2015 roku, wypowiedzi posłów, finansowanie "Zielonej granicy" Agnieszki Holland przez Trzaskowskiego czy wreszcie ostatni dokument EPP przyspieszający pracę nad paktem migracyjnym.
Z tego dokumentu wynika w bardzo jasny sposób, że przymusowa relokacja będzie. Opozycja zrobi wszystko, żeby temat do wyborów odstawić lub będą prosić o wydanie jakichś mglistych oświadczeń przywódców brukselskich, że Polska z tego mechanizmu zostanie zwolniona. Jednak nikt w Polsce nie powinien dać się zwieść.
Temat przymusowej imigracji był na tapecie w Brukseli jeszcze kilka tygodni temu. Wtedy też europosłowie opozycji głosowali za przyjęciem tego paktu lub wstrzymywali się od głosu. Uprosili swoich kolegów w Parlamencie Europejskim, żeby ten temat odłożyć, ale koledzy z zagranicy potraktowali ich tak jak Kołodziejczaka w sprawie ukraińskiego zboża i dokument wrócił.
To dlatego boją się referendum. Dlatego w Polsce kłamią lub unikają tematu, a w Brukseli i Strasburgu głosują zgodnie z linią EPP, która wnioskuje o przyjęcie paktu migracyjnego.
W odróżnieniu od Tuska, nas nie obchodzą niemieckie interesy, telefony od Merkel czy Scholza. Jako rząd Zjednoczonej Prawicy będziemy twardo stać na straży bezpieczeństwa Polek i Polaków, bo to głównie kobiety za granicą boją się wychodzić z domu przez zalew nielegalnej imigracji. To tam, w zachodnich miastach opanowanych przez gangi islamskich imigrantów dzieje się prawdziwe piekło kobiet.
Jeśli oni wygrają wybory, to przymusową relokację mamy właściwie zagwarantowaną. Tusk nigdy nie postawi się zagranicy. Już raz udowodnił uciekając do Brukseli, że wyżej stawia swoje osobiste ambicje, niż dobro Rzeczypospolitej. Na szczęście my zerwaliśmy z tą kolonialną polityką i dla nas to interes Polaków stoi na pierwszym miejscu.