W środę portal niezalezna.pl opisał kulisy projektu ustawy dotyczącej rynku najmu krótkoterminowego. Wbrew zapewnieniom rządu o "końcu chaosu na rynku" okazało się, że ustawa wprowadza wyłącznie rejestrację lokali hotelowych w budynkach mieszkalnych oraz nie daje narzędzi współmieszkańcom ani samorządom do walki z patohotelami. Ostateczny projekt ustawy jest owocem skutecznego lobbingu. Pokazuje też spór na linii Ministerstwo Funduszy- Ministerstwo Sportu. Zamiast realnej ochrony praw lokatorów i wolnej ręki dla samorządów do wprowadzenia stref wolnych od „patohoteli” rząd przyjął projekt pod dyktando Airbnb Germany GmbH - oficjalnego niemieckiego oddziału globalnej platformy Airbnb, zlokalizowanego w Berlinie. Okazuje się, że nie tylko.
"Miło nam poinformować"
W poniedziałek Polskie Stowarzyszenie Wynajmu Krótkoterminowego (PSWK) informowało na Facebooku o pracach nad projektem.
"Miło nam poinformować, że jutro na Radzie Ministrów będzie rozpatrywany projekt "naszej" ustawy. Zgodnie z zapowiedziami zostały z niego usunięte kontrowersyjne dla nas zapisy dotyczące m.in. limitów dla przepisów przeciwpożarowych oraz możliwość wprowadzania stref bez najmu krótkoterminowego." - napisano. PSWK podkreśliło, że "presja ma sens".
Znikające przepisy
Przypomnijmy, że ostatecznej wersji projektu zniknął kluczowy zapis. Autopoprawką zgłoszoną 7 lipca przez ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego wykreślono przepisy pozwalające radom gmin wyznaczać strefy zakazu najmu krótkoterminowego. Usunięty fragment zakładał, że strefą mogła być wyodrębniona część terytorium gminy, na której terenie czasowo nie mogą być świadczone usługi hotelarskie. Strefa miała być ustanawiana na czas nieoznaczony lub oznaczony. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zgłosiła na Radzie Ministrów zdanie odrębne wobec kształtu regulacji po autopoprawce Ministra Sportu, ale nikt jej nie poparł.