W Rumunii najpopularniejszym filmikiem w sieci stał się ten pokazujący różnice pomiędzy prezydentem Karolem Nawrockim z Polski, wołającym „Czołem, żołnierze”, dynamicznym, ćwiczącym na siłowni i Nicușorem Danem, nieruchawym i popełniający wpadki byłym burmistrzem Bukaresztu, który w tym samym czasie wygrał wybory prezydenckie w Rumunii. Ale Tusk wygląda na tym tle nie lepiej od Dana.
Tiki Tuska i Putina
Nerwowe tiki Tuska, na które zwracali uwagę Polacy w ostatnich tygodniach, przypominają bliźniaczo nerwowe miny Władimira Putina przed spotkaniem z prezydentem Donaldem Trumpem. Obaj rozmówcy z sopockiego molo z 2009 roku zdają się starzeć podobnie, z tym że u Tuska jest to bardziej widoczne, bo próbuje walczyć z młodym, pełnym energii prezydentem.
Ale Tusk stara się zaklinać rzeczywistość i udawać, że wszystko jest po staremu. Po orędziu prezydenta przekonywał: „To nie jest pierwszy raz, kiedy jako premier słucham wystąpienia prezydenta (...), gdzie bardzo widać chęć posiadania kompetencji, jakie ma w polskim systemie politycznym premier i rząd”. Dowodził, że konstytucja jest „jednoznaczna”. „Mam nadzieję – nie mam pewności, ale mam nadzieję – że ten czasem dość buńczuczny i konfrontacyjny ton nie będzie miał jakichś praktycznych konsekwencji. Ale jeśli będzie trzeba, to będziemy twardo stać jako strażnicy konstytucji i reguł” – odgrażał się. „Wszędzie tam, gdzie będzie chciał przeszkadzać, zobaczy na czym polega reguła konstytucyjna, kto rządzi w kraju. I będę w tej kwestii bardzo konsekwentny, a jak będzie trzeba też bezwzględny” – twierdził gdzie indziej.
Tymczasem 52 proc. Polaków chce, by prezydent miał więcej władzy niż premier, a tylko 38 proc. woli by, było odwrotnie – wynika z sondażu Instytut Badań Pollster dla „Super Expressu”. Intuicja w tej sprawie Polaków nie myli. Tak jest w wielu krajach, w których prezydent wybierany jest w wyborach bezpośrednich, uzyskując bardzo silny społeczny mandat. Tymczasem polska Konstytucja jest w tej sprawie niekonsekwentna – dając bardzo silny mandat, nie daje głowie państwa równie silnej władzy. Tuska mandat jest o wiele słabszy – jest premierem z woli koalicji wielu ugrupowań, której rządy szybko się skompromitowały na tyle, że Rafał Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie.
Tuska nie było stać na gest Macrona
Wynik badania „Super Expressu” pokazuje, że Polacy z pewnością nie zaakceptują tych wypowiedzi Tuska, w których stara się on zrobić z prezydenta Karola Nawrockiego kogoś pozbawionego realnej władzy. Bo ograniczanie władzy Nawrockiego jest kwestionowaniem woli ludzi, którzy wypowiedzieli ją jasno w sprawie nielegalnej imigracji, relacji polsko-niemieckich czy Zielonego Ładu.
Po przegranych wyborach prezydenckich Tuska nie było stać na gest Emmanuela Macrona. Przypomnijmy, że w ubiegłym roku wybory do Parlamentu Europejskiego wygrało we Francji Zjednoczenie Narodowe, zdobywając aż 31,3 proc. głosów. Daleko za Zjednoczeniem Narodowym uplasował się obóz prezydenta Macrona, czyli centrowa partia Odrodzenie i jej sojusznicy. Na jego listę oddano wtedy zaledwie 14,6 proc. głosów. Na trzecim miejscu znalazła się Partia Socjalistyczna, która uzyskała 13,8 proc. Wówczas Macron uznał, że powinien rozpisać przedterminowe wybory parlamentarne, mimo że nie ma takiego obowiązku. I okazało się, że Zjednoczenie Narodowe mandatu do sprawowania władzy nie ma. Zwyciężył lewicowy Front Ludowy, który uzyskał 182 miejsca, wyprzedzając partię Macrona ze 168 miejscami i Zjednoczenie Narodowe z 143 miejscami.
Tusk zamiast tego, zapytał o wotum zaufania… Sejm, w którym koalicja 13 grudnia ma większość. Zdaniem większości Polaków nie był zainteresowany.
Domyślając się, że nie byłoby one mu przychylne.
Cenckiewicz, czyli najważniejsza rozgrywka, której prezydent Nawrocki nie może odpuścić
Mimo ostrego podziału na scenie politycznej, prezydent Karol Nawrocki zdaje się korzystać z przywilejów miesiąca miodowego: z kolejnego sondażu Instytut Badań Pollster dla „Super Expressu” wynika, że na pierwsze decyzje prezydenta przychylnie patrzy 41 proc. respondentów a negatywnie ocenia je 30 proc.
W tych samych dniach skrajnie niewiarygodnie wypadł Tusk, próbując tłumaczyć, że afera KPO obciąża PiS. W obliczu lawiny informacji o tym, jak rodziny polityków rządzącej koalicji zagarnęły miliony, wypowiedzi te po prostu oburzały ludzi.
Skoro wszystkie działania propagandowe kończą się porażkami, obóz Tuska stara się postawić na zakulisowe intrygi. Według naszych rozmówców, wybiciem zębów obozowi prezydenckiemu ma być pozbawienie szefa BBN, prof. Sławomira Cenckiewicza, dostępu do informacji niejawnych. Zgoda na to oznaczałaby zepchnięcie obozu Nawrockiego do defensywy. Jak pisałem tydzień temu, Tusk i jego otoczenie są przerażone faktem, że Cenckiewicz jako szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zyskuje dostęp do wszystkich najważniejszych dokumentów w państwie. Jak twierdzą nasi rozmówcy, obóz Tuska zrobi wszystko, by to realne zagrożenie powstrzymać. Stara się szukać w otoczeniu prezydenta Nawrockiego słabszych ogniw i kierować do nich przekaz, żeby nie prowadzili twardej polityki, bo Tusk może wysłać do Kancelarii Prezydenta ABW. To rzecz jasna blef i strachy na Lachy, bo takie działanie byłoby dla Tuska gwoździem do trumny.
Amerykańska porażka Tuska
Póki co z gróźb nie wiele wyszło. Mimo ogromnych wysiłków ze strony Tuska nie został on dopuszczony do wideokonferencji prezydenta Donalda Trumpa z europejskimi przywódcami. Polskę reprezentował prezydent Karol Nawrocki. Pokazało to jasno, że Tusk z punktu widzenia kluczowych interesów Polski na arenie międzynarodowej stał się kłopotem, zawalidrogą. A dodatkowo europejscy przywódcy nie mieli chęci, by ginąć za obecność Tuska w tych rozmowach.
Zdenerwowało to medialny aparat wspierający Tuska. Bartosz T. Wieliński z „Gazety Wyborczej” pisał, że „To Amerykanie wepchnęli Nawrockiego za Tuska na spotkanie z Trumpem”. Jego zdaniem:
„Biały Dom naciskał, by podczas spotkania europejskich przywódców z Donaldem Trumpem w rozmowie nie uczestniczył premier Donald Tusk, tylko prezydent Karol Nawrocki”.
Prezydent zebrał też kolejne punkty w święto Wojska Polskiego. W czasie defilady w Warszawie w oczywisty sposób to Nawrocki był w swoim żywiole, w przeciwieństwie do Tuska i Trzaskowskiego. I będąc historykiem i do niedawna prezesem IPN, nie mówił tylko o historii, a o współczesności:
„Musimy stworzyć pancerną pięść. Musimy mieć tysiąc czołgów K2, które są dzisiaj nam potrzebne. Musimy rozbudowywać i modernizować Wojsko Polskie nie patrząc na cezury wyborów parlamentarnych i dyskusji w polskim parlamencie, realizować to, co jest niezbędne. Jako prezydent Polski przyglądać się będę także procesowi rekrutacji i dynamiki przyjęć do Wojska Polskiego. Bardzo się cieszę, że mój postulat co najmniej 300-tysięcznej polskiej armii spotkał się nie z negacją, a z licytacją”.
Niespójny przekaz Tuska. Marionetka czy zagrożenie dla Kaczyńskiego?
Mało wiarygodne okazały się też ataki na prezydenta w związku z ustawą wiatrakową. „Prezydent Nawrocki obiecał tani prąd i w związku z tym postanowił zawetować ustawę gwarantującą… tani prąd” – napisał Tusk. W roli obrońcy Polaków przed drożyzną nie wypadł przekonywująco.
Sytuacja Tuska jest trudna psychologicznie o tyle, że w dość zgodnej opinii analityków to premier w decydujący sposób przyczynił się do porażki Rafała Trzaskowskiego, nieudolnie atakując Nawrockiego Jackiem Murańskim. A także posuwając się do aluzji dość rynsztokowych, gdy pisał słowa: „Kiedy budowaliśmy Muzeum II Wojny Światowej, zakładaliśmy, że będzie ważną instytucją publiczną. PiS z Nawrockim zrozumieli, że domem”. Afera okazała się na tyle absurdalna, że dziś już nikt nie pamięta, o co w niej chodziło.
Inaczej niż za czasów prezydenta Andrzeja Dudy, obóz Tuska ma także kłopot z przekazem na temat prezydenta Nawrockiego i jego relacji z liderem PiS. W kampanii głosił, że Nawrocki nie jest żadnym obywatelskim kandydatem, tylko marionetką PiS. Teraz przekaz Tuska jest przeciwny o 180 stopni. „Jedynym zdenerwowanym i emocjonalnie reagującym politykiem na sali był Jarosław Kaczyński. Bo ewidentnie wyłonił się nowy lider. Nie chciałbym być dzisiaj na jego miejscu” – twierdził Tusk po orędziu nowego prezydenta. No to albo jedno, albo drugie?