Sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa - zgodnie z oczekiwaniami zarówno zwolenników koalicji rządzącej, jak i samych polityków - miała być okazją do "przyparcia do muru" Jarosława Kaczyńskiego. Według komentatorów ze wszystkich stron sporu, prezes PiS nie tylko wyszedł z tego starcia bez szwanku, ale przy okazji ośmieszył posłów, którzy próbowali go przesłuchiwać.
W słownych utarczkach najbardziej potrubowany okazał się Witold Zembaczyński. „Pan członek” - jak konsekwentnie określał go świadek - stał się inspiracją dla internetowych twórców memów.
Szczerą opinią nt. przebiegu wielogodzinnego przesłuchania prezesa PiS podzielił w się w programie Telewizji Republika „Polityczna kawa” Jan Filip Libicki, senator Polskiego Stronnictwa Ludowego.
- System Pegasus i inne jemu podobne są elementem działania służb specjalnych. W związku z tym ktoś, kto był wicepremierem ds. bezpieczeństwa powinien zostać przesłuchany - rozpoczął.
Zwrócił się do rozmówców:
„wszyscy jak tu siedzimy wiemy, że nawet, kiedy Jarosław Kaczyński nie był wicepremierem, a w trakcie tych ośmiu lat przez większość czasu nie był, pozostawał najważniejszą, najpotężniejszą osobą w Polsce”.
- Różne informacje przez niego przechodziły. Samego faktu wezwania Jarosława Kaczyńskiego przed komisję bym nie podważał - ocenił.
Odnosząc się do kwestii wizerunkowej, przyznał: „tu się nie ma co czarować”.
- Było oczekiwanie wielu środowisk, że śledczy wypadną dużo, dużo lepiej, a Jarosław Kaczyński wypadnie dużo, dużo gorzej. No i okazało się odwrotnie. Nie ma co pudrować rzeczywistości. Jarosław Kaczyński odniósł sukces, a wielu członków komisji śledczej się zagmatwało w swoich pytaniach
- mówił senator PSL.
Zdaniem Libickiego „to, że komisja wypadła słabo i Jarosław Kaczyński wypadł zdecydowanie powyżej oczekiwań to nie znaczy, że nie istnieje merytoryczna konieczność powołania tej komisji”.
- Tu zarówno śledztwo Parlamentu Europejskiego, również prace komisji w Senacie wskazują na to, że trzeba to badać - przekonywał.