Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polityka

Konfrontacyjna rekonstrukcja. "Jeden będzie pacyfikował, drugi to legalizował. Trzeci będzie od zaczepek"

Ci spośród komentatorów, którzy nie kibicują jakoś przesadnie premierowi Tuskowi, w opiniach na temat rekonstrukcji rządu podzielili się właściwie na dwie frakcje. Jedna z nich narzeka, że tak naprawdę nie zmienia się nic i że widzimy właśnie, jak Tusk traci ostatnią szansę na poprawę jakości prac swego gabinetu. Drudzy są pełni obaw, a co bardziej pesymistycznie nastawieni, wręcz panikują, uważając, że lider Platformy postanowił pójść na konfrontację z opozycją. A że przeciwników tej władzy jest coraz więcej, można powiedzieć wręcz, że szykuje się do konfliktu, również siłowego, z własnym narodem. Mam dla Państwa jeszcze gorszą wiadomość: rację mają zapewne i jedni, i drudzy.

Nie znam nowej minister zdrowia. Nie znam nowego ministra aktywów państwowych. Nie znam wreszcie kompetencji Miłosza Motyki do zajmowania się energetyką, Może, choć trudno mi w to uwierzyć, któreś z nich zaskoczy na plus.

Reklama

W resorcie zdrowia zresztą trudno wyobrazić sobie, by było gorzej niż jest, zobaczymy. Ogólnie jednak podejrzewam, że dla zwykłego, niezaangażowanego w życie polityczne Polaka nie zmieni się nic. A raczej nie zmieni się kierunek, w którym nasz kraj dryfuje, kierunek zaprzepaszczenia zdobyczy ostatnich lat i coraz szybszego uzależniania się od Niemiec i UE w każdej dziedzinie gospodarki i życia. Nie zmieni się podejście do imigracji, do karuzeli VAT czy do przestępczości. Nie rusza z kopyta budowy elektrowni atomowych, nie ruszy nawet reaktor „Maria”, którego ponowne uruchomienie wciąż odsuwane jest w czasie.

Kto poczuje zmianę? Ci, którzy angażują się w życie społeczne, ci, którzy wychodzą na ulice (lub na granice) i krytykują władzę. A także ci, którzy ośmielili się pracować dla Polski również wtedy, gdy rządziła ekipa, nie mająca autoryzacji resortowych, towarzyskich i unijnych elit.

Tandem Kierwiński – Żurek świadczy o tym, że koalicja idzie na pełną konfrontację. O Żurku wiele można było przeczytać, to zaangażowany politycznie sędzia, który idee trójpodziału władzy zamienił na wojenkę z przeciwnikami politycznymi, choć jako sędzia powinien być apolityczny. Minister Kierwiński to nie tylko nieszczęśliwcy mówca, borykający się z pogłosem i innymi problemami z emisją głosu. To facet, który nie tylko wysłał policjantów do pałacu prezydenckiego, ale też pozwolił swoim chłopcom kopać, pałować i gazować związkowców i rolników na ulicach Warszawy. Gdy premier zapowiada niemal wprost rozwiązania siłowe, możemy spodziewać się, że jeden będzie, oczywiście rękami swoich ludzi, pacyfikował, a drugi będzie to legalizował. Będzie jeszcze trzeci, od zaczepek retorycznych, Radosław Sikorski, już w randzie wicepremiera.

Pozostaje jednak pytanie, na ile będą to chcieli autoryzować koalicjanci, którzy, mimo wszystko, a udział w zamachu stanu się nie zdecydowali. W to, że Karol Nawrocki przeciwstawi się podobnym praktykom bardziej zdecydowanie niż Andrzej Duda, nie wątpię. Czy jednak 6 sierpnia bez przeszkód odprowadzimy Karola Nawrockiego do pałacu prezydenckiego? Marcin Kierwiński niestety nie jest raczej gwarantem beztroskiego i radosnego przebiegu tego święta. Im więcej jednak nas będzie, tym trudniej będzie je nam i Karolowi Nawrockiemu odebrać. 

Źródło: niezalezna.pl
Reklama