Pozory za prawdziwą kasę
Powiedzieć, że CPK łapie poślizg, to nic nie powiedzieć. Ani Tusk, ani reszta koalicji 13 grudnia tej inwestycji nie chciały.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Powiedzieć, że CPK łapie poślizg, to nic nie powiedzieć. Ani Tusk, ani reszta koalicji 13 grudnia tej inwestycji nie chciały.
Ukraińcy zbombardowali w weekend kilka rosyjskich serwerowni. Jeden z czeskich eurodeputowanych zamieścił grafikę pokazującą gwałtowny spadek zasięgów rosyjskich trolli w sieci, którą natychmiast podchwycili nasi politycy i komentatorzy – od koordynatora służb Tomasza Siemoniaka po youtubera Jarosława Wolskiego.
Mieszkańców Krakowa do udziału w referendum w takim samym stopniu zmobilizowało niezadowolenie z prezydenta Aleksandra Miszalskiego, jak i niezgoda na hejt, którym w sieci posługiwali się jego zwolennicy wobec organizatorów akcji.
Jesień zaczynamy historią kobiety, która nie była świętą, a – jak się zdaje – zwyczajną, zaaferowaną i niepokojącą się o dziecko matką.
Kiedy cały Kraków czeka na drugą turę wyborów prezydenckich po skutecznym referendum odwoławczym, w Warszawie inicjatywa referendalna poniosła porażkę.
Wychowankom niemieckich fundacji za chwilę zwyczajnie może zawalić się świat. Ich wyśniony ideał na naszych oczach przestaje istnieć.
Afera wokół Dawida Kacprzyka i Warszawskiego Szpitala Południowego rozmyła się na wszystkich możliwych płaszczyznach. Lekarz milioner pracuje w placówce w Jaktorowie, podwarszawskiej miejscowości, w której partyjne wpływy Koalicji Obywatelskiej są wyjątkowo mocne.
Już cztery lata temu pisałem, że osiągając znakomity wynik wyborczy, PiS powinien wyciągnąć wnioski z tego, że tak wiele głosów padło na ugrupowania inne niż dominująca w polityce dwójka.
Wejście do Akademii Wymiaru Sprawiedliwości miało być nie tylko próbą generalną przed siłowym przejęciem TK. To działanie, w które zaangażowano niewspółmiernie wysokie siły służb, wygląda na komunikat dla najmocniej zaangażowanego emocjonalnie elektoratu.
Dawid Kacprzyk znalazł nową pracę. Kilku polityków z pierwszego szeregu Koalicji Obywatelskiej nie musi na razie tego robić. W trwającym starciu rządu z opozycją i prawem, rozgrywającym się wokół Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, pojawiają się kontrowersje wokół instalowanego przez Waldemara Żurka szefa i jego pierwszych decyzji. Nowy ton zaczyna wybrzmiewać w niektórych komentarzach o prof. Barbarze Mróz-Gorgoń. A wszystko, mniej lub bardziej bezpośrednio, łączy jedna, znana od lat zasada polskiej polityki – doktryna Neumanna.
Czy ktoś odważy się wykreować nową partię, choćby w pozornej tylko kontrze do Tuska?
Wynik wyborów w niemieckiej Saksonii-Anhalcie wzbudził w Polsce wiele emocji. U jednych wywołał typową panikę moralną, przydatną do młotkowania krajowych konkurentów, u innych – uzasadnione obawy, wywiedzione z niektórych elementów programu zwycięskiej AfD.
Jeszcze 26 sierpnia minister Miłosz Motyka pisał do Daniela Obajtka na portalu X, że jedynie za czasów jego prezesury w Orlenie na stacjach zabrakło paliwa. Są słowa, które starzeją się źle, a te zestarzały się fatalnie i bardzo szybko.
Dostaliśmy raport na temat potencjału wizerunkowego Polski, napisany, jak się zdaje, przez AI, i to taką, która robi błędy i pisze na odwal się.
Już 2023 r. pojawiło się wiele informacji, głównie za sprawą serialu „Resetu” Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza, które powinny skutecznie zablokować powrót Donalda Tuska do władzy.
Na podstawie lektury wpisów w mediach społecznościowych mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z najzabawniejszą aferą tego rządu. I choć taki odbiór nie jest wcale dla władzy najmniej ryzykowny, to możliwe, że właśnie w tym kierunku podąży narracja mediów głównego nurtu. Owszem, sprawa raportu prof. Barbary Mróz-Gorgoń, którym w ostatnich dniach żyła cała Polska, niewątpliwie ma też swoją humorystyczną wymowę. Niestety kryją się za nią również zupełnie inne, typowe dla ekipy rządowej mechanizmy.
Mógłbym napisać mocny tekst o kolejnych aferach, ale coś mówi mi, że gdy trafiłby on w ręce Czytelników, Polska żyłaby już zupełnie innymi przekrętami. W czasach poprzedniej Platformy opozycyjni blogerzy tworzyli „listy afer Platformy Obywatelskiej”, szły one w setki pozycji, by później, po zmianie władzy, może kilka, może kilkanaście z nich miało jakieś krótkie drugie życie medialne, o sądowym czy administracyjnym nie wspominając.
Brakuje mi tradycji recenzji z cyklu „Książki najgorsze”, zaczętej jeszcze przez Tuwima i Słonimskiego, a potem w PRL obecnej w prasie podziemnej.
Nowy tydzień zwiastuje kolejną aferę. W ostatnich miesiącach często rozmawialiśmy o tym, że pomoc dla powodzian z katastrofy w 2024 r. była niewystarczająca; teraz dowiadujemy się, że pieniądze jednak trafiły do ludzi. Tyle że byli to działacze Koalicji Obywatelskiej, i to jeszcze nieposzkodowani w wyniku żywiołu.
Gdy rakiety wlatywały za czasów PiS, był to oczywisty impuls do formułowania żądań dymisji i załamywania rąk nad poziomem naszego bezpieczeństwa.