Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polityka

Jak zmieni się Polska po zaprzysiężeniu? Rekonstrukcja to budowa machiny do walki z obozem Nawrockiego

Czy mało zrównoważony Waldemar Żurek procesujący się o zniszczone zęby, atakującą go maszynę do sprzątania, a nawet domagający się zwrotu alimentów od własnej córki, będzie nową jakością w rządzie Tuska? A może zapewni ją Marcin Kierwiński, kojarzący się z gazowaniem rolników, nieudolnością przy pomocy dla ofiar powodzi i „pogłosem”? Czy wreszcie awansowany Radosław Sikorski, który tydzień temu skarżył się papieżowi Leonowi XIV? Przekonaliśmy się po raz kolejny, że wśród licznych atutów Donalda Tuska, w tym mistrzowskiego posługiwania się kłamstwem, nie ma talentu do przeprowadzania rekonstrukcji rządów. Dlaczego?

Sens rekonstrukcji rządu po wyborczej lub wizerunkowej porażce polega na tym, by znaleźć ludzi mogących nadać mu nową jakość. Oto w rządzie pojawia się jakaś nowa, silna indywidualność, jakiś autorytet spoza świata polityki albo chociaż polityk potrafiący wprowadzić do publicznej debaty nowy temat, bardziej dla władzy korzystny, dający jej nową energię, pociągający za sobą nowych ludzi. Tyle teoria.

Reklama

Tusk: 10 606 877 łajdaków

Tymczasem Tusk ogłaszanie nowej jakości rozpoczął od wyzwisk. „Są polityczni łajdacy, którzy są gotowi z każdego problemu, z każdego lęku, z każdego strachu robić polityczne złoto. I oni też stanowią problem dla polskiego bezpieczeństwa i porządku w naszym kraju” – stwierdził. Gdy Jarosław Kaczyński powiedział niegdyś o najgorszym sorcie Polaków, media rozpętały kampanię na temat tego, jak obrazić miał on rzekomo miliony Polaków.

Tymczasem słowa Kaczyńskiego dotyczyły określonej ściśle kategorii ludzi:

„W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej… To jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. I ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony… Wojna, komunizm, później transformacja przeprowadzona, tak jak ją przeprowadzono, właśnie ten typ ludzi promowała, dawała mu wielkie szanse; dziś on boi się, że te czasy się zmienią”.

Wokół słów Tuska wielkiej afery nie ma, tymczasem on faktycznie nazwał łajdakami 10 606 877 Polaków, którzy głosowali na Karola Nawrockiego. Bo wspomniane „problemy” i „lęki” po kampanii prezydenckiej łatwo zdefiniować. Łajdakami są więc ci, którzy boją się napływu nielegalnych imigrantów, niemieckich rządów w Polsce czy kosztów Zielonego Ładu. I angażują się politycznie, by do tego wszystkiego nie dopuścić, czyli „robią polityczne złoto”. Tusk powiedział nam w zasadzie wprost: wszyscy jesteście łajdakami.

Machina do walki z łajdakami

Zrekonstruowany rząd Tuska ma być więc machiną do walki z obozem politycznym Karola Nawrockiego i tak dobrane zostały jego poszczególne narzędzia, czyli ministrowie. Tusk wyobraża sobie, że minister Waldemar Żurek będzie tępił wrogów jeszcze mocniej niż Adam Bodnar księdza Michała Olszewskiego i aresztowane razem z nim urzędniczki. Że Marcin Kierwiński będzie gazował Ruch Obrony Granic i wstawiał do niego swych tajniaków, by rzucali kostką brukową oraz mówili, że wzorują się na Adolfie Hitlerze. Czyli robił to samo, co rok wcześniej z rolnikami, tylko bardziej. Awansowany na wicepremiera Radosław Sikorski ma jeszcze bardziej przeciwstawiać się prezydentowi Karolowi Nawrockiemu w sprawie ambasadorskich nominacji, niż robił to w przypadku prezydenta Andrzeja Dudy. Służby mają się zajmować obozem prezydenta pod czujnym okiem Tomasza Siemoniaka. Tyle łajdaków do zwalczania, że aż puchnie Tuskowi głowa!

A najgorsze, że Karol Nawrocki ma dziś bardzo silny mandat społeczny, by nielegalnej imigracji, Zielonemu Ładowi czy politycznym represjom się przeciwstawiać. Stąd wielce prawdopodobne, że zaostrzenie kursu przez Tuska okaże się politycznym samobójstwem, bo Polacy w najnowszym głosowaniu dali jasno znać, czego sobie nie życzą. Oznaczać to będzie kolejne spadki w sondażach, bo propaganda nie pomoże, gdyż wiarygodność Doroty Wysockiej-Schnepf i jej podobnych też wydaje się być po kampanii prezydenckiej na wyczerpaniu. Psychologicznie starcie Nawrockiego z Tuskiem będzie więc pojedynkiem młodego, silnego polityka, będącego na fali, ze starzejącym się, zużytym liderem przegranej w wyborach formacji, wprawdzie przebiegłym, ale słabym dziś jak nigdy dotąd.

Wielce prawdopodobne, że niebawem ze strony prorządowych publicystów usłyszymy żale, że za ostrzejsze rozliczanie PiS trzeba było zabrać się wcześniej, bo teraz wychodzi z tego widowiskowa katastrofa…

Dlaczego Tuskowi nigdy nie udała się rekonstrukcja

Ale w tym opisie deficytu politycznych umiejętności Tuska jest coś głębszego, bardziej systemowego niż tylko brak umiejętności znalezienia pomysłu, jak radzić sobie w obecnej sytuacji. Co ciekawe, Tuskowi nigdy w historii III RP nie udała się rekonstrukcja rządu. Zamiana Tuska na kompromitującą się co chwila Ewę Kopacz pomogła w 2015 roku w wygranej PiS. Wprowadzenie do rządu Elżbiety Bieńkowskiej Tomasz Lis uczcił okładką „Newsweeka” z jej podobizną. Liczne wpadki pokazały bardzo szybko, że jest to polityk plastikowy, a epatowanie jej powierzchownością zastąpiły drwiny z błędów i niewiedzy. Wcześniejsza rekonstrukcja rządu Tuska po aferze hazardowej też nie potrafiła zmienić wizerunku PO, zdymisjonowany Grzegorz Schetyna wracał jako marszałek Sejmu i szef MSZ, a Sławomir Nowak pozostał w otoczeniu lidera PO, pakując się w kolejne afery.

Powody niezdolności Tuska do naprawiania własnych błędów wynikają z jego stylu działania w polityce. Jakiekolwiek silne indywidualności eliminuje on ze swojego otoczenia – tak było z Janem Rokitą, Maciejem Płażyńskim czy Andrzejem Olechowskim. Nie mógłby więc ścierpieć w swoim otoczeniu osoby samodzielnej, o dużym autorytecie. Jest w stanie tylko żonglować zamkniętą listą nazwisk biernych, miernych, ale wiernych partyjnych aparatczyków. Do tego potrzebuje ludzi do brudnej roboty – zdrady polskiej racji stanu, realizowania niemieckich i rosyjskich interesów, prowokacji, inwigilacji, kłamstw, którzy potrafią trzymać język za zębami.

Cały ten zespół czynników powoduje, że rekonstrukcja, skutecznie zmieniająca wizerunek rządu, nie jest w przypadku Tuska możliwa. Bo postacie mogące dokonać tej zmiany wizerunku bądź do Tuska nie przyjdą, bądź nie będzie ich chciał przy sobie sam premier.

Plastikowi karierowicze, czyli zero zmiany wizerunku: Szłapka, Rutnicki, Motyka

Po obecnej rekonstrukcji mamy więc w rządzie obok ludzi mających być narzędziami do tępienia łajdaków, także gładkich, plastikowych politycznych karierowiczów. Ten model ma różne wady i zalety, ale wśród tych ostatnich brak jednej: umiejętności zmiany wizerunku rządu. Tacy ludzie prochu nie wymyślą. Sygnałem, że w tym kierunku to zmierza, była poprzedzająca rekonstrukcję nominacja Adama Szłapki na rzecznika rządu. W rządzie pozostali ministrowie skompromitowani, jak Paulina Hennig-Kloska, Barbara Nowacka czy Andrzej Domański. Natomiast jego skład uzupełnili właśnie modelowi karierowicze, jak nowy minister sportu Jakub Rutnicki, który zastąpił najbliższego współpracownika przegranego Rafała Trzaskowskiego – Sławomira Nitrasa. Ministrem energii został też klasyczny plastikowy karierowicz, czyli Miłosz Motyka, przez sześć lat szef młodzieżówki PSL. I to karierowicz średnio zdolny, któremu przeciwnicy wytknęli od razu, że przez całe lata był niewybieralny we własnym środowisku: bez powodzenia kandydował do rady gminy Tokarnia w 2014, Sejmiku Województwa Małopolskiego w 2018, a w 2019 i 2023 roku – do Sejmu.

Tusk przekombinował z analogią, czyli rozsądni kolarze wycofują się z Tour de France

Tusk, ogłaszając rekonstrukcję rządu, porównał koalicję 13 grudnia do kolarzy startujących w wyścigu Tour de France, by wytłumaczyć swoje porażki:

„Prawie na każdym etapie się przewracają, są w kraksie, potłuczeni. Nawet przez sekundę nie myślą o tym, żeby zrezygnować. Więc jeśli nawet macie poczucie, ja je mam, i mówię to otwarcie, że po tych miesiącach bardzo ciężkiej pracy, konfrontacjach, zagrożeniach i wyborach prezydenckich niektórzy są posiniaczeni, jeśli niektórzy czują jeszcze ból, po tej kraksie, po upadku, to trzeba wstać, wsiąść na rower i jechać dalej. I wygrywać”.

Jak to u Tuska bywa, efektowna analogia jest w rzeczywistości mało trafna. Otóż bardzo wielu kolarzy wycofuje się Tour de France, także w ostatnich dniach, gdyż tak podpowiadają im rozum i sztaby współpracowników. Mathieu van der Poel zrezygnował udziału wyścigu z powodu zapalenia płuc.

Carlos Rodriguez po tym, jak połamał się w kraksie. Richard Carapaz z powodu infekcji przewodu pokarmowego. Szczególnie warte zacytowania Tuskowi wydają się słowa Remco Evenepoela: „Z perspektywy czasu nie byłem przetrenowany, ale zdecydowanie byłem wyczerpany”. Panie premierze, to zdaje się ten moment.

Źródło: Gazeta Polska
Reklama