W piątek marszałek Sejmu Szymon Hołownia potwierdził odniesienia medialne, mówiące o tym, że naciskano na niego, by wziął udział w zamachu stanu. "Wielokrotnie proponowano, czy sugerowano mi, czy byłbym gotowy przeprowadzić zamach stanu" – powiedział na antenie Polsat News. Jak dodał, sugestie te dotyczyły zablokowania lub opóźnienia ceremonii złożenia przysięgi przez nowo wybranego prezydenta Karola Nawrockiego. Marszałek podkreślił, że stanowczo odrzucił te propozycje.
O sprawę portal Niezależna.pl zapytał Radosława Fogla, posła PiS, wiceprzewodniczącego Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.
Marszałek Szymon Hołownia osobiście potwierdził to, o czym od wielu dni mówili dziennikarze. Tu należy z uznaniem wypowiedzieć się o Panu marszałku, że wybrał swoją drogę i przestrzega zapisów Konstytucji, odrzucając te naciski.
– podkreśla nasz rozmówca.
Równocześnie sprawa, którą ujawnił Szymon Hołownia, jest dowodem na to, że wewnątrz koalicji 13 grudnia rządzi chaos. Jest ona pełna napięć. Od początku nie łączyło ich nic poza atakami na Prawo i Sprawiedliwość. Każdego dnia w mediach społecznościowych widzimy spięcia i wzajemne ataki na członków tej koalicji. Poza stołkami nic jej praktycznie nie łączy.
– dodaje.
"Donald Tusk zaczyna się zachowywać z coraz bardziej widoczną desperacją. Nadal nie jest w stanie pogodzić się z wynikami wyborów prezydenckich" – wskazuje Fogiel.
Dlatego tak ważną cezurą jest moment zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta. Tusk się tego boi, bo oznacza ono ostateczne potwierdzenie jego wyborczej porażki
– uzupełnia.
To wszystko, co się dzieje, to co robi Donald Tusk, o czym mówi Szymon Hołownia, powinno być dodatkową motywacją do tego, by każdy, kto może, był obecny w Warszawie 6 sierpnia.
– uważa poseł PiS.
Niestety, po tej dacie nadal będziemy mieli do czynienia z rządową walką z ośrodkiem prezydenckim. Będziemy mieli ciąg dalszy tego, co nazywamy przemysłem pogardy. Donald Tusk nie jest w stanie funkcjonować w demokratycznych warunkach i według cywilizowanych zasad.
– kończy.