Po ponad dwóch godzinach przesłuchań Jacka Sasina na komisji śledczej, do pytań przystąpił wiceprzewodniczący Waldemar Buda, reprezentujący w prezydium komisji śledczej Prawo i Sprawiedliwość.
- Pytania padają o wszystko. Pytają o skrzynki pocztowe, w którą stronę otwiera się w nich zamek. Pan przewodniczący pokazał nawet morderczą kopertę. Przypomnę, że w tym samym czasie doręczono Polakom miliard przesyłek, bo wszyscy przestawili się na doręczanie wszelkich rzeczy właśnie tą bezpieczniejszą metodą - mówił, kpiąc z poprzedników.
- Minęło już 2,5 godziny, pytania są przeróżne. Nie padło jednak to kluczowe, które odpowiadałoby na pytanie, po co się wszyscy tu spotykamy. Ja je zadam. Dlaczego wybory korespondencyjne 10 maja się nie odbyły? Kto do tej sytuacji doprowadził? Jakie konkretne działania do tego doprowadziły? - zapytał, zwracając się do Sasina.
Natychmiast wniosek formalny zgłosił Jacek Karnowski. - Apeluję, abyśmy trzymali się zakresu działań komisji. Składam wniosek formalny, abyśmy uchylili to pytanie - zaapelował.
- Już się boicie? To jest pierwsze pytanie - dopytywał Buda.
Przemysław Czarnek złożył wniosek przeciwny.
- Nie uniemożliwiajmy świadkowi odpowiadania na pytania członków komisji, w tym przypadku członka prezydium. To świadczy o państwa wielkim strachu, że wyjdzie na jaw coś, co chcecie ukryć. Dlatego nie chcecie powołać na świadków Trzaskowskiego, Kidawy-Błońskiej, Budki
- zaapelował.
Pytania Budzie uchylono. W kolejnym dopytał świadka, czy wie, kto wypowiedział słowa „wywaliłam te wybory”.
- To słowa pani marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, wówczas kandydatki w tych wyborach, które zostały właśnie „wywalone”. Pani marszałek „wywaliła” te wybory po to, by doszło do zmiany kandydata w sytuacji, kiedy sama szorowała po dnie w sondażach. Pan prezydent Andrzej Duda miał analogicznie ok. 60 proc. poparcia. Platforma Obywatelska za wszelką cenę chciała doprowadzić do wymiany kandydata
- tłumaczył Sasin.