Premier Donald Tusk poinformował we wtorek o zakończeniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Uzasadnił, że przesadna władza dla urzędników, wprowadzana reformą byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy dla wielu ludzi.
Prace nad reformą PIP były - według mediów - przedmiotem sporu między szefem rządu a ministrami pracy oraz funduszy. Reforma wzmacniająca PIP jest jednym z kamieni milowych w ramach Krajowego Planu Odbudowy, zaś treść tego kamienia milowego wynegocjował obecny rząd.
Arbitralny komunikat spotkał się z niezrozumieniem - a czasem nawet krytyką - ze strony Lewicy.
Krok dalej poszła Marcelina Zawisza z Razem. Podczas piątkowego posiedzenia Sejmu zwróciła się do premiera z odważnymi pytaniami.
- Wszyscy chcielibyśmy wiedzieć, dlaczego pan premier na ostatniej prostej ukręcił łeb reformie o Państwowej Inspekcji Pracy. Czy to prawda, że pana decyzję poprzedziło spotkanie z pewnym bogatym biznesmenem, który - o czym wszyscy doskonale wiemy - korzysta na tym, że Państwowa Inspekcja Pracy po prostu nie działa?
- zwróciła się do Tuska. Nie wskazała z nazwiska, o którego z biznesmenów miałoby chodzić.
Z kim spotkał sie premier Donald Tusk zanim ukręcił łeb ustawie o państwowej inspekcji pracy? Czy to prawda, że spotkał się z bardzo bogatym biznesmenem, który korzysta na tym, że PIP nie działa? Polska to nie republika bananowa, mamy prawo wiedzieć kto zakulosowo lobbuje za… pic.twitter.com/MELHDSBis5
— Marcelina Zawisza #PartiaRazem (@mmzawisza) January 9, 2026