We wtorek do Ukrainy przybyły delegacje z wielu państw. Spotkanie zorganizowano z powodu czwartej rocznicy inwazji Rosji. W Kijowie pojawiło się sześcioro premierów, przewodniczący Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej, prezydent Finlandii oraz liczne delegacje parlamentarne i ministrowie.
Jako reprezentanci Polski pojechali minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Drugi z wymienionych wywołał niemałe zamieszanie. Druga osoba w polskim państwie rzuciła przed międzynarodowym gronem deklarację, że... Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej.
"Jedną z najważniejszych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i jej rozwoju w będzie jej akcesja do Unii Europejskiej. Polska wspiera te dążenia z całą mocą. Będziecie w Unii Europejskiej!"
– oświadczył podczas wystąpienia w Radzie Najwyższej Ukrainy.
"Chyba pomylił swoje funkcje"
Wystąpienie polityka Lewicy skomentował we wtorek szef Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego Zbigniew Bogucki. - Pan marszałek Czarzasty chyba pomylił swoje funkcje, bo już nie tylko w imieniu Polski - do czego nie jest uprawniony - mówił o przystąpieniu Ukrainy do Unii Europejskiej, ale mówił, jak rozumiem, także w imieniu całej wspólnoty europejskiej, tak? - oznajmił.
"Ja bym chciał się dowiedzieć od pana marszałka, gdzie ku temu ma kompetencje i gdzie ma do tego podstawy prawne, albo chociażby polityczne. No bo wydaje się, że nie ma ani prawnych, ani formalnych, ani politycznych. Być może tak jest jak z marszałkowskim wetem - pan marszałek coś sobie wymyślił, pojechał na Ukrainę i opowiadał te rzeczy niestworzone o tym, jak to będzie wprowadzał Ukrainę, jak zapewniał ją o tym, co będzie się działo i w Polsce, i w Unii Europejskiej"
– powiedział.
Zdaniem Boguckiego, "gdyby to nie był marszałek Sejmu, mogłoby być to śmieszne". - Natomiast mamy do czynienia z drugą osobą w państwie i tego rodzaju wystąpienia narażają na szykany reputacje państwa polskiego, bo pan marszałek Czarzasty nie występuje tam jako przedstawiciel swojego stronnictwa politycznego, tylko jako najwyższy przedstawiciel władzy ustawodawczej, a więc Sejmu Rzeczypospolitej - podkreślił. Dodał, że "mamy do czynienia z sytuacją bardzo niepokojącą".