We wtorek portal wp.pl ujawnił, że 15 marca w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim z pominięciem procedur doszło do zabiegu krewnego senatora KO Tomasza Lenza. Żeby czynności mogły zostać przeprowadzone anestezjolog i ordynator chirurgii musieli opuścić dyżur intensywnej terapii.
Według informacji portalu, Lenz wraz z bliskim weszli do szpitala i - pomijając izbę przyjęć - od razu skierowali się do pokoju zabiegowego na oddziale chirurgii. Budynek opuścili około 19, tego samego dnia. Dyrektor uruchomił postępowanie wyjaśniające i nie wykluczył zawiadomienia prokuratury.
W niedzielę senator na Facebook-u opublikował nagranie, na którym wraz z żoną odnoszą się do sprawy. - Artykuł ten uderzył nie w polityka, ale uderzył w naszą rodzinę i dobro oraz poczucie bezpieczeństwa naszego małoletniego syna - mówią na materiale.
W dalszej części nagrania polityk mówi o "trzech kłamstwach", jakich dopuścić się miał autor tekstu. Stwierdził, że nieprawdą jest to, iż jego syn został przyjęty bez kolejki (gdyż, rzekomo, nikt wówczas na zabieg nie czekał), że nie było zgody pacjenta na zabieg oraz że nie ma dokumentacji z przeprowadzonych czynności.
Co do kwestii przyjęcia krewnego polityka bez kolejki, to wcześniej próbował obalić ją inny senator KO, Tomasz Grodzki. Po jego słowach o tym, że wówczas "w szpitalu było pusto", portal wp.pl opublikował kolejny artykuł, w którym przedstawił dane wprost z lecznicy. Zgodnie z nimi, w dniu 15 marca w obiekcie izba przyjęć przyjęła 31 osób, a w czasie, gdy obecny był tam syn senatora, w placówce na izbie było 17 pacjentów, "wszystkie przyjęte w trybie nagłym". Pięcioro przywiozły karetki.
Jeśli chodzi o podważanie sprawy za pomocą argumentu o tym, że senator posiada zarówno zgodę pacjenta na zabieg, jak i inną dokumentację, warto zaznaczyć, że portal, podając informacje o nich, cytował dyrektora placówki. Możliwe, że to dlatego Lenz zapowiedział zawiadomienie do prokuratury na niego, a nie autora tekstu.
"Nie pozostawimy tych kłamstw bez reakcji. Dosyć fali hejtu, dosyć tej agresji. Proszę państwa, postanowiliśmy dochodzić ochrony naszego dobrego imienia oraz bezpieczeństwa naszego małoletniego syna na drodze prawnej. Myślę, że każdy rodzic postąpiłby podobnie w naszej sytuacji"
– słyszymy na końcu nagrania, gdy senator kładzie dłoń na dłoni żony.
I mimo tego, iż Lenzowie wielokrotnie na materiale zaznaczają, że w ich działaniach chodzi o ochronę syna, to warto zaznaczyć, iż w publikacji wp.pl, ani razu nie padło o jakiego krewnego senatora chodzi. Ujawnił to... sam polityk, już w pierwszym oświadczeniu po ukazaniu się tekstu.