11 sierpnia Donald Tusk poinformował, że Maciej Berek odchodzi z Rady Ministrów. Zaledwie dwa dni później premier potwierdził medialne doniesienia, że Berek ma zostać kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
W poniedziałek w "Monitorze Polskim" ukazało się postanowienie prezydenta Karola Nawrockiego o odwołaniu Berka z funkcji ministra. Tego samego dnia jego kandydatura do Trybunału Konstytucyjnego została oficjalnie zgłoszona w Sejmie. Pod wnioskiem podpisali się posłowie Koalicji Obywatelskiej, mimo że przedstawiciele tego ugrupowania przez lata krytykowali "upolitycznienie" Trybunału.
Koalicja 13 grudnia jest mocno podzielona w kwestii udzielenia poparcia kandydaturze Berka. Krytyczne głosy płyną m.in. z Lewicy oraz Polski 2050. Dziś o tę sprawę został zapytany Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji (Polska 2050).
To jest świetny fachowiec, wybitny prawnik, człowiek z ponadprzeciętną wiedzą i ponadprzeciętnymi kompetencjami
– oznajmił.
Prowadzący zwrócił mu uwagę, że Berek jest nazywany "prawą ręką Donalda Tuska", na co ten odparł: "Jak w takim razie nazwać ministra Grabca na przykład, albo na przykład Adama Szłapkę, prawa ręka może być tylko jedna?".
Berek nie był politykiem. Berek robił prawo, nie politykę. On odpowiadał za całe procesy legislacyjne, które odbywały się w rządzie. Robił to bardzo dobrze. Uważam, że jest świetnym kandydatem
– chwalił Berka.
Dodał także, że "możemy się założyć o dobre śniadanie, że Lewica też go poprze".