W środę premier Donald Tusk ogłosił rekonstrukcję rządu. Z 26 ministrów - których 6 było bez teki - zostało 21. - Są takie momenty w historii każdego kraju, że trzeba ogarnąć się po zdarzeniach, które wstrząsają scenami politycznymi, stanąć twardo na ziemi, powstrzymać emocje i na nowo ruszyć do pracy - mówił podczas ogłaszania zamian Prezes Rady Ministrów.
"Pogodzony z porażką"
W czwartek zmiany w rządzie skomentował na antenie Telewizji Republika był minister ds. UE Szymon Szynkowski vel Sęk. - Donald Tusk chyba zaczyna być wrogiem dla samego siebie, bo on jakby zupełnie stracił instynkt komunikacyjny. To, że on stracił zdolność sprawnego rządzenia to było widać przez ostatnie półtora roku, natomiast to, co zawsze mu się dość dobrze udawało to manipulacja [...] wczoraj, to jego wystąpienie, poza tym, że sam przyznał się, że to ucieczka do przodu, nie było przekonujące dla jego własnych wyborców - ocenił poseł PiS.
"W tym, co on mówił, w tym stylu też w jakim występował nie było wiary widocznej. Nie było widać tego przekonania Donalda Tuska, że on rzeczywiście wierzy w to, co mówi, że może być lepiej. Raczej - jak się wydawało mnie przynajmniej - jakby był pogodzony z tą porażką i próbował to pudrować jakimiś wystąpieniami"
– stwierdził.
Zakaz zmian w mediach i "zły policjant"
Polityk opozycji mówił też o zmianach w konkretnych resortach. Mówiąc o ministerstwie kultury przyznał, że fatalnie ocenia rządy Hanny Wróblewskiej, "więc już chyba gorzej nie będzie". Na uwagę, iż wspomniane ministerstwo pośrednio nadzoruje media publiczne odparł, iż według informacji, które do niego docierają, premier miał zakazać wprowadzania jakichkolwiek w nich zmian - mimo, że na początku rządów zostały siłowo przejęte.
Szynkowski vel Sęk skomentował ustanowienie Macieja Berka ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. - To zaczyna kompletnie przypominać Orwella. Brakuje nam jeszcze ministerstwa prawdy, żeby nam opowiadało jaka jest prawda, żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że Donald Tusk nie spełnia swoich obietnic [...] Nadzór nad wdrażaniem polityki rządu to jest w sposób oczywisty zadaniem premiera. Do czego innego jest premier, jak nie nadzoru nad Radą Ministrów i pilnowanie tego, żeby Rada Ministrów - spotykająca się co tydzień pod kierownictwem premiera - realizowała swoje zadania i wdrażała obietnice. Nie wdraża tych obietnic, więc rozumiem, że trzeba jakiegoś winnego znaleźć. Pan Berek ma być tym winnym - ocenił.
"Skoro [Tusk - przyp. red.] musi mieć czas na oglądanie Tour de France [...] będzie musiał znaleźć czas na inne zawody sportowe uprawiane samemu, czy też oglądane w telewizji, to nie może się takimi mało istotnymi rzeczami zajmować, jak wdrażanie polityki rządu. To Maciej Berek będzie się tym zajmował. Będzie tym złym policjantem, który ma pilnować ministrów, bo Donald Tusk ma ważniejsze sprawy na głowie"
– powiedział.
Prezydent nie podpisze nominacji Żurka?
Poseł PiS odniósł się także do prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjnej zmiany w rządzie - nominacji Waldemara Żurka na ministra sprawiedliwości. Następca Adama Bodnara wciąż pozostaje czynnym sędzią Sądu Okręgowego w Krakowie, co formalnie uniemożliwia mu zajęcie nowego stanowiska. Zrzeczenie się z funkcji sędziego trwa przynajmniej trzy miesiące. Tymczasem wczoraj premier ogłosił decyzję, a dziś w Kancelarii Prezydenta ma odbyć się uroczystość zaprzysiężenia ministrów.
"Tutaj wnioskuje premier, powołuje prezydent, jeżeli nie ma żadnych wątpliwości konstytucyjnych, to oczywiście prezydent pełni rolę techniczną [...] Ale w mojej opinii w tym przypadku wątpliwości są. Czynny sędzia nie może być - w mojej opinii - Prokuratorem Generalnym i ministrem sprawiedliwości. Powinien najpierw się zrzec z tego urzędu. Dopóki się nie zrzeknie, taka nominacja - w mojej opinii - jest bardzo wątpliwa"
– stwierdził.
Szynkowski vel Sęk przypomniał, że Żurek podważa system prawny w Polsce, w tym Krajową Radę Sądownictwa. Jak więc wyglądałaby sytuacja, gdyby na urząd sędziego chciał później powrócić? - Gdyby rzeczywiście skutecznie zrzekł się urzędu sędziego, wówczas mógłby zostać powołany w skład Rady Ministrów, chciał później wrócić do stanu sędziowskiego, to rzeczywiście musi złożyć wniosek do KRS, ale on jej nie uznaje. Później musiał zostać powołany przez prezydenta. No byłby w istocie "neo-sędzią", zgodnie z własnymi wypowiedziami. Zostałby sędzią, który uzyskał opinie od tej KRS i został nominowany w oparciu o tą opinię przez prezydenta. Więc ciekawy stan mielibyśmy, kiedy pan sędzia Żurek w istocie zostałby "neo-sędzią" - stwierdził.