Interwencja w mieszkaniu prezydenta
W sobotę wieczorem służby otrzymały anonimowe zgłoszenie o pożarze w domu rodzinnym prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Straż pożarna oraz policja weszły siłowo do lokalu wyważając drzwi. Podczas kilkunastominutowej interwencji w mieszkaniu nie stwierdzono pożaru ani obecności jakichkolwiek osób.
Zdarzenie wpisuje się w szereg działań tego typu wymierzonych w dziennikarzy i pracowników telewizji Republika, b. szefa BBN Sławomira Cenckiewicza.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Fałszywe zgłoszenia i bezradność służb
Spytaliśmy gen. Bartkowiaka czy istnieje możliwość weryfikacji informacji o pożarze lub zagrożeniu życia osób przebywających w lokalu bez wyważania drzwi.
Nasz rozmówca zaznaczył, że przez 20 lat pracował na pododdziale bojowym jako dowódca i jako strażak dowodzony przez innych. - Jak sięgam pamięcią i próbuję sobie przypomnieć moje akcje, a miałem ich sporo, to nigdy taka akcja nie skończyła się tym, żeby w mieszkaniu było pusto. Jedna była w ogóle symptomatyczna. Pamiętam, że kiedy pojechaliśmy, zaczęliśmy chodzić po sąsiadach, bo nie było żadnych oznak pożaru. Kiedy spytaliśmy sąsiadów, powiedzieli nam, że tych ludzi nie ma, bo wyjechali, ale mają kontakt z rodziną. I zadzwonili przy mnie do tej rodziny i przekazali mi telefon jako dowódcy akcji. Dowiedziałem się, że oni mają klucze i jeśli poczekamy 40-50 minut, przyjadą i otworzą to mieszkanie. Weszliśmy wówczas razem, komisyjnie w obecności policji. Sprawdziliśmy, wszystko było dobrze i odjechaliśmy - relacjonował strażak.
Podkreślił, że tego typu akcji “są dziesiątki każdego dnia”. - To, że zdarzają się fałszywe alarmy jest naturalne, ja to rozumiem. I nawet nie mam pretensji do funkcjonariuszy, ale system nie zadziałał - ocenił gen. Bartkowiak.
- Przecież wiemy, że od ok. 2 tygodni przychodzą te kaskadowe zgłoszenia, więc strażacy i policjanci powinni być uczuleni przez przełożonych: “słuchajcie, nie wiadomo czy to jest prawda, podotykajcie drzwi, zajrzyjcie do okien, podstawcie podnośnik (można w okno popatrzyć), pochodźcie po bloku, zapytajcie”. Wiadomo, że jak są jakieś oznaki, że jest dym, że są drzwi gorące, że ktoś krzyczy, że po zajrzeniu przez okno okaże się, że ktoś w środku leży, to wówczas można wyważyć drzwi albo wybić szybę
- tłumaczył.
Luki w systemie
Nasz rozmówca zastrzegł, że nie jest w stanie “do końca ocenić” działań funkcjonariuszy biorących udział w akcji, ponieważ nie brał w niej udziału. Podkreśla, że procedury w podobnych przypadkach “są już dawno ustalone”. - Decyzja o wejściu do mieszkania zawsze jest bardzo trudna i ten, który podejmuje tę decyzje bierze na siebie olbrzymią odpowiedzialność - wyjaśnił.
- Jestem ostatnim, który będzie krytykował funkcjonariuszy, ale system nie działa i to jest problem. Jeżeli od jakiegoś czasu wiemy, że takie rzeczy się dzieją, to powinniśmy uprzedzić wszystkich, którzy działają na pierwszej linii. Przede wszystkim powinni być informowani policjanci, bo oni mają największy oręż do weryfikacji takich zgłoszeń
- podsumował gen. Bartkowiak.