Rozdwojenie jaźni
Tak się zastanawiam, skąd się bierze to iście paranoidalne rozdwojenie jaźni u kobiet z lewicowych kręgów, które wypowiadają się o dzieciach.
Tak się zastanawiam, skąd się bierze to iście paranoidalne rozdwojenie jaźni u kobiet z lewicowych kręgów, które wypowiadają się o dzieciach.
Język niemiecki nigdy nie był w Polsce zbyt popularny poza sferą techniczną, gdzie jeszcze niedawno straszyły nas, humanistów, jakieś krajzegi, bratrury i inne dinksy i wichajstry, dziś wyparte przez terminy angielskie, ale pewnych rzeczy nie da się wypowiedzieć krócej i celniej niż w języku Goethego, Hegla i Hitlera: „Maul halten!”, „Raus!”, „Nur für Deutsche!”.
Smutnym faktem jest istnienie w naszym kraju fenomenu polegającego na tym, że duża część mieszkańców jest głęboko przekonana o wyimaginowanych zagrożeniach i złu.
Wielka wojna z kierowcami wkracza w ostateczną fazę. Zapoznałem się z tzw. nowym taryfikatorem punktów karnych i dochodzę do wniosku, że kolejnym krokiem może już być tylko kompletny zakaz ruchu drogowego.
Nie ma polityka w Polsce, który zrobiłby więcej dla rządu Mateusza Morawieckiego w czasie, gdy rządowi nie idzie. Piętrzą się trudności i problemy. Kiedy twardy elektorat zdaje się już myśleć: „Już więcej na nich nie zagłosuję”, wtedy na mównicy sejmowej pojawia się ona. Zawsze gotowa, by ośmieszać partię Donalda Tuska.
Kryzys energetyczny, z którym obecnie zmagać musi się Unia Europejska to nie przypadek. Nie przytrafił się on tak po prostu, dziwnym trafem, bo jakoś tak wyszło. Odpowiadają za niego konkretni ludzie piastujący konkretne stanowiska. Mówiąc zaś wprost odpowiada za niego przywództwo polityczne Unii Europejskiej.
Po wystąpieniu premiera Morawieckiego w Parlamencie Europejskim rozpętało się pandemonium zlewaczonej ideologii. Wreszcie ponownie zabrała głos pani nad-komisarz i zapowiedziała, iż Polska będzie karana za naruszanie „wartości europejskich”.
Elity III RP miały zawsze pewien antytalent, który w czasach gdy były one u władzy, objawiał się całkowitym niezrozumieniem społecznych emocji, a dziś skutkuje paleniem nawet tych tematów, które mogą być niebezpieczne dla nielubianej przez nie władzy.
To nie są dane, które można czy należy zlekceważyć. I nawet jeśli stołeczny ratusz używa ich do własnych ideologicznych celów, to pokazują one istotną prawdę o sekularyzacji nie tylko młodzieży.
Polski premier zastosował w Strasburgu wobec Komisji Europejskiej, której przewodniczącą jest Niemka, zasadę właśnie niemieckiego marszałka Carla von Clausewitza, który mawiał: „Najlepszą obroną jest atak”. Nie tłumaczył się, tylko sam zaatakował. Było to chyba dość zaskakujące dla eurodeputowanych unijnego mainstreamu i samej przewodniczącej KE, bo raczej spodziewano „ściany płaczu”, tłumaczenia się i prób łagodzenia. Nic takiego nie nastąpiło.
Trudno ochłonąć po ostatniej debacie w Parlamencie Europejskim i nie chodzi o wypowiedzi deputowanych reprezentujących kraje UE. Ich obrzydliwe wystąpienia można przemilczeć, większość wypowiedzi może świadczyć o poważnych zaburzeniach emocjonalnych i braku podstawowej wiedzy o otaczającym ich świecie.
Jedziemy na Węgry! Od 2012 r. czciliśmy rocznicę Wiosny Ludów na Węgrzech, w tym roku jednak ze względów covidowych – to przypadek więcej niż symboliczny – do Budapesztu jedziemy w rocznicę powstania węgierskiego przeciwko Sowietom w 1956 r.
Nowy film Smarzowskiego, w sposób najbardziej banalny intelektualnie i estetycznie toporny, dał pożywkę do rozprawiania o tym, że Polacy to tacy mniej kulturalni naziści, że – zarówno kiedyś, jak i dziś – jedyne, co ich interesuje, to mordowanie Żydów, palenie stodół i taplanie się w błocie albo wręcz odchodach.
Obejrzałem w Telewizji Republika film Krzyśka Siuciaka i Piotra Bugajewskiego „Już niedługo…” (będziemy go jeszcze powtarzać) o naszym pierwszym wyjeździe na Węgry. Tysiące Polaków witanych przez naszych bratanków winem i ciastem, widziałem Węgrów klękających i całujących polską flagę. Łzy wzruszenia, ogromna radość. Tak było w 2012 roku.
Najważniejsze historyczne doświadczenia Polski opierają się na skrajnościach – wzroście potęgi lub osuwaniu się w niewolę. Trzecie, jeśli jest dane, jest marazmem. Jeśli walkę o Polskę przedstawiamy jako jutrzenkę swobody, to pogrążanie się w marazmie zawsze jest przedświtem niewoli.
Debata na temat Polski w Parlamencie Europejskim chwilami przypominała teatr absurdu. Jak bowiem inaczej określić tyrady byłych komunistów o wolności i demokracji czy przedstawicieli PO o uczciwości? Nie inaczej było z wystąpieniami zagranicznymi.
Druga w tym miesiącu sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu przypominała tę sprzed ponad pięciu lat. I wtedy, i teraz do alzackiej siedziby europarlamentu przyjechali premierzy Polski. Beata Szydło walczyła o dobre imię naszego kraju na początku 2016 r. Mateusz Morawiecki czynił to po blisko 70 miesiącach, co pokazuje, że dla Brukseli atakowanie polskiego rządu jest czymś stałym. Ba, priorytetem!
Epidemia przyspiesza, minister Niedzielski mówi już o jej eksplozji. Każdego dnia tysiące nowych zachorowań, dziesiątki zgonów. W przytłaczającej większości ciężko chorują ludzie niezaszczepieni, umierają niemal wyłącznie tacy. Wielu nie umarłoby, gdyby nie uwierzyło głupstwom opowiadanym przeciw szczepieniom.