Statystyki dotyczące warszawskiej katechezy nie mogą zaskoczyć nikogo, kto obserwuje życie społeczne i religijne. Na katechezę uczęszcza 67 procent uczniów podstawówek i 30 procent uczniów szkół średnich, a to w odniesieniu do szkół średnich i tak są dane optymistyczne, bo nie uwzględniają tych, którzy chodzą na nią, bo kazali im to robić rodzice, i którzy, gdy tylko osiągną osiemnastkę, to z katechizacji zrezygnują. W istocie jest - jeśli chodzi o sekularyzację młodych - gorzej, niż wskazują te statystyki.
Mylą się również ci, którzy próbują przekonywać, że błyskawiczna sekularyzacja dotyczy tylko wielkich miast, i że na prowincji jest inaczej. Oczywiście tam wskaźniki są lepsze, bo działa jeszcze konformizm grupowy czy nacisk społeczny, ale gdy młodzi ludzie wyjeżdżają ze swoich miejscowości, to tracą także kontakt z Kościołem i wiarą, i wystarczy porozmawiać z duszpasterzami emigracyjnymi czy księżmi pracującymi w wielkich miastach, aby się o tym przekonać.
Te wskaźniki są więc, nieco zaniżonym, ale realnym wyrazem tego, co dzieje się wokół nas. Młodzież jest już - w większości - poza Kościołem, w sporej części nie ma doświadczenia wiary, ani wspólnoty, a pokolenie rodziców (co pokazują wskaźniki dotyczące katechezy w podstawówkach) też powoli odpływa z Kościoła, i nie ma już potrzeby socjalizować religijnie swoich dzieci, nawet na minimalnym poziomie.
Proces ten będzie raczej przyspieszał, niż zwalniał, jesteśmy na jego początku, a nie na końcu, i trzeba zacząć poważnie myśleć nad nową ewangelizacją osób całkowicie obojętnych religijnie, nad szukaniem przestrzeni dialogu z ludźmi, którzy ani doświadczenia wiary, ani doświadczenia języka czy pojęć religijnych nie mają, trzeba wreszcie zacząć się uczyć żyć w sferze, w której religia i religijność nie są w większości.
Czy zmiana jest możliwa, czy ten trend jest nieunikniony? Wbrew rozmaitym zarzutom nie jestem deterministą, a jedynie realistą. Tak, jest możliwa, ale zmiana wymaga dziesięcioleci, a nie tygodni czy miesięcy, i wymaga głębokiego przemyślenia sytuacji, zasiewu świętości, a nie tylko decyzji politycznych, nawet jeśli podejmowanych przez hierarchię.