Stawka wyborów prezydenckich
Karol Nawrocki, obywatelski kandydat na prezydenta RP, przypomniał w weekend Polakom o powodzianach – również neoliberalno-postkomunistycznej grupie, której symbolem jest dziś Rafał Trzaskowski.
Karol Nawrocki, obywatelski kandydat na prezydenta RP, przypomniał w weekend Polakom o powodzianach – również neoliberalno-postkomunistycznej grupie, której symbolem jest dziś Rafał Trzaskowski.
Pierwsze dwa tygodnie prekampanii mogą zaskakiwać. Owszem, antypisowscy publicyści powtarzają jak mantrę, że Karol Nawrocki nie ma większych szans na wygraną w wyborach, dodając rytualne zaklęcie: PiS nie wierzy w sukces swojego kandydata.
Sztuczne dzielenie sztuki nie przekonuje mnie, bo zachęca do dawania taryfy ulgowej tandeciarzom.
Dominika Długosz w „Newsweeku”, wiarygodnie o Rafale Trzaskowskim: „Dał mu przykład Donald Trump, jak zwycięża się w wyborach. Polska Trzaskowskiego ma być wielka silną armią, patriotyzmem gospodarczym, potęgą rolnictwa i z własną mocną walutą”.
Zbigniew Komosa i wszyscy ci, którzy mu kibicują, medialnie w pewnym sensie wygrali. Komosa, niesłusznie nazywany aktywistą, jest przecież prowokatorem, osiągnął być może najważniejszy cel swoich żałosnych spektakli pod pomnikiem smoleńskim.
Niespodziewanie znowu w gorącą fazę przechodzi wojna domowa w Syrii. Siły wrogie dyktatorowi Baszarowi al-Asadowi błyskawicznie zajęły drugie co do wielkości miasto w kraju Aleppo i bliskie są zdobycia blisko milionowego miasta Hama.
W czasach przedinternetowych w telewizji emitowano kreskówkę pt. „Kapitan Planeta i planetarianie”. Była to pedagogiczna animacja, opowiadająca o ochronie środowiska.
Tydzień temu ogłosiliśmy oficjalnie datę przyszłorocznej patriotycznej pielgrzymki kibiców na Jasną Górę, która odbędzie się 11 stycznia 2025 r. Już wcześniej zaprosiliśmy na to wydarzenie prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, dr. Karola Nawrockiego, z którym chcieliśmy rozmawiać o wrażliwych punktach dyskursu historycznego toczącego się od wielu lat w przestrzeni publicznej, a które są wykorzystywane wciąż do bieżącej walki politycznej.
Prymitywne wyrzucanie z wojska, dyplomacji i służb specjalnych osób kompetentnych, w żaden sposób niezwiązanych z wpływami rosyjskimi, a zastępowanie ich „reseciarzami” w mniej lub bardziej widzialnych czapkach matrosów z „Aurory” nabiera tempa. Po serialu „Reset”, jak to słusznie rzekł niegdyś Marek Belka, „wszyscy wszystko wiedzą”, ale mogłaby dziwić nachalna jawność tych działań. Dla Donalda Tuska wygodniej by było robić to stopniowo i cichaczem. A tak się nie dzieje.
5 grudnia 1980 roku w Moskwie odbyła się narada przywódców państw Układu Warszawskiego na temat sytuacji panującej w Polsce po powstaniu Solidarności. Większość obecnych stwierdziła, że to kontrrewolucja, z którą trzeba walczyć.
Każdy dzień trwania tej koalicji psuje państwo i podważa do niego zaufanie.
Inauguracja kampanii prezydenckiej Szymona Hołowni miała się odbyć w legendarnej sali BHP w Gdańsku. Ale Solidarność cofnęła swoją zgodę w tej sprawie.
Centroprawicowy polityk decyduje się wprowadzić stan wojenny, kiedy grunt usuwa mu się spod nóg, a kolejnym jego ludziom stawiane są zarzuty prokuratorskie. Polityk ten kiedyś miał pełne poparcie zachodnich potęg. Teraz jednak je traci.
Po upadku rządu w Niemczech i próbie rozpisania wyborów do Bundestagu nadszedł czas na Francję. Pisałem jeszcze przed wyborami w USA, że kończy się liberalno-lewicowa rewolucja, pokłosie marksistowskich eksperymentów na społeczeństwach. Wynik wyborów w USA mógł to przyspieszyć lub spowolnić.
„Jestem absolutnie zdziwiony” – mówi Adam Bodnar, komentując doniesienia o policyjnym nalocie na byłego unijnego komisarza sprawiedliwości, Didiera Reyndersa. Czy ktoś poza Bodnarem jest zaskoczony? Nawet jeśli tak, to wątpię, by się do tego przyznał na głos. To bowiem żadna nowość, że unijni biurokraci, którzy najbardziej martwili się o polska praworządność, tak naprawdę bali się o siebie. O to, że z trudem i bez zadowalającego efektu wdrażany w Polsce model, w którym przynależność do elity nie chroni przed odpowiedzialnością, rozleje się na resztę Europy wraz z politycznymi zwycięstwami tzw. populistów.
Konfederacja ma atrakcyjny program. A jednak popełniane przez nią błędy zrażają do niej wielu potencjalnych wyborców i utrudniają sojusz z PiS. Jej politycy i publicyści powtarzają do znudzenia, że PiS nie jest partią prawicową, lecz – o zgrozo – narodowosocjalistyczną. A przecież prawda jest oczywista.
Media liberalnego nurtu, politycy Koalicji Obywatelskiej oraz internetowe trolle rozpoczęły akcję dyskredytacji kandydatury Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Sięgając po stare ubeckie metody, zaczęło się szukanie haków i szermowanie insynuacjami. Z marszu zaczęto przypinać szefowi IPN związki z gangsterami, sutenerami, kibolami i oczywiście faszystami.
Koalicja Obywatelska działa w sposób prosty, by nie rzec – prymitywny. Gdy nie wychodzi rządzenie, a krytyka płynie zewsząd, KO szuka zastępczych tematów i wraca do retoryki: „oni to złodzieje i grupa przestępcza”.