Wyprzedza ją nowy Rzym – Stany Zjednoczone, Chiny, a wkrótce może i Indie. Oderwanie się od swoich korzeni powoduje, że siły odśrodkowe będą w Europie coraz silniejsze, a zewnętrzne magnesy rosną. Zmierzch nadchodzi powoli, lecz wydaje się nieuchronny. Cywilizacja europejska nie upadnie, bo jej dziedzicami są duże państwa od USA począwszy, przez Kanadę po Australię. Tam przenosi się środek ciężkości światowej gospodarki i polityki. Przywiązanie do samej Unii Europejskiej – niezależnie od tego, że dobrze, iż się tam znaleźliśmy – może skazywać jej członków na bycie peryferiami. Trzeba umieć skorzystać z tego, gdzie się jest, ale też patrzeć w przyszłość. Raczej nie ma jej w Berlinie, a nawet w pięknym Paryżu.