Zespoły z Zawiercia i Lublina drugi sezon z rzędu spotkają się w finale PlusLigi. Tytułu broni Bogdanka, która rok temu w rywalizacji do trzech zwycięstw pokonała Aluron w czterech meczach i po raz pierwszy w historii wywalczyła mistrzostwo Polski. Zawiercianie jeszcze nigdy nie stanęli na najwyższym stopniu podium.
Po pierwszym meczu tegorocznego finału, pewnie wygranym przez podopiecznych trenera Michała Winiarskiego 3:0, wydawało się, że sięgną oni po upragnione złoto. W dwóch kolejnych spotkaniach do gry wrócili jednak Lublinianie i mieli wszystko w swoich rękach, by cieszyć się z mistrzostwa Polski drugi rok z rzędu na swoim terenie.
Środowe spotkanie nie ułożyło się jednak do końca po ich myśli, znakomicie zaprezentował się przede wszystkim atakujący Aluronu Bartłomiej Bołądź i Zawiercianie doprowadzili do piątego, rozstrzygającego starcia, którego będą gospodarzem.
- Twardo stąpamy po ziemi, bo trzy dni wcześniej wszyscy nas skreślali, teraz tak to wygląda po prostu w sporcie. Cieszymy się, że doprowadzamy do piątego spotkania, cieszymy się, że będziemy kończyć ten sezon u siebie, ale tak naprawdę to jeszcze nic nie znaczy
- podkreślił środkowy Aluronu Mateusz Bieniek.
Aż pięć meczów
Po raz pierwszy od 2013 roku w finale PlusLigi do wyłonienia mistrza potrzebnych będzie aż pięć meczów. Wówczas Asseco Resovia Rzeszów pokonała Zaksę Kędzierzyn-Koźle.
- Ja myślę, że generalnie dla całej ligi fajnie, że jest pięć meczów w finale. To pokazuje jak ta liga jest wyrównana. Nie jest tak, że jeden zespół przeważa jakoś strasznie nad drugim
- zauważył środkowy.
Atakujący Bogdanki Mateusz Malinowski zauważył, że o rezultacie poszczególnych spotkań decydowała dyspozycja dnia.
- Jedziemy do Sosnowca, będziemy grali w niedzielę piąty mecz. Zobaczymy, bo tutaj dyspozycja dnia decyduje i tak naprawdę ciężko jest obstawić kto zagra lepiej, ale liczę na to, że się zregenerujemy i powalczymy
- powiedział Malinowski.
- Mogło być pięknie, ale zrobiło się po prostu średnio. To nie koniec świata, więc po prostu mam nadzieję, że w niedzielę cokolwiek by się nie stało, to powinszujemy sobie - dodał atakujący.
W fazie zasadniczej dwa spotkania między Aluronem a Bogdanką wygrali podopieczni trenera Winiarskiego - u siebie 3:2, a na wyjeździe 3:0. Mogłoby się więc wydawać, że faworytem tej rywalizacji są Zawiercianie, którzy prezentują się stabilniej na przestrzeni całego sezonu. Wygląda jednak na to, że oba zespoły spotkają się w finale w swojej najwyższej formie, trudno więc jednoznacznie wskazać zwycięzcę.
- Wszystko jest możliwe. Bardzo trudno jest powiedzieć: „oni będą mistrzami”. Przewaga boiska nie ma znaczenia
- powiedział trener polskiej reprezentacji Nikola Grbić.
- To jest sport i nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć, zwłaszcza w serii składającej się z potencjalnie pięciu meczów, bo gra się przecież do trzech wygranych. Myślę, że będzie naprawdę ciekawie, bo trzon drużyny z Zawiercia, a także trzon naszej drużyny, pozostał w zasadzie niezmieniony. Mam nadzieję, że szanse będą nieco większe po naszej stronie, ale na razie powiedziałbym, że jest to 50 na 50 - mówił przed rozpoczęciem finałowej rywalizacji bułgarski środkowy Bogdanki Aleks Grozdanow.
Decydujący mecz w niedzielę w Sosnowcu o godz. 14.45.