Chodzi o to, że warszawiacy konsekwentnie od lat pokazywali, iż są impregnowani na argumenty. Dość przypomnieć 2015 r., kiedy w stolicy po żenująco słabej kampanii Bronisław Komorowski zdobył niemal 60 proc. głosów w II turze wyborów na prezydenta kraju. Ta hermetyczność sympatii politycznych mieszkańców Warszawy już wtedy była zastanawiająca. Czy coś się w Miasteczku Wilanów (tu Komorowski zebrał niemal 76 proc. głosów) od tamtej pory zmieniło? Logicznie rzecz biorąc, wydaje się, że nic. Polityka bywa jednak zaskakująca i nieraz pokazywała, że nie ma w niej nic pewnego. Na razie widać pęknięcia w murach PO-wskiej twierdzy w Warszawie. Jeszcze wiele pracy potrzeba, żeby ona ostatecznie runęła. Jak nie teraz, to kiedy?