Nic z tego nie wyszło, ale głosowanie na PiS miało być gwarancją, że nikt na lasy ręki nie podniesie i nie będzie „reformował” na siłę czegoś, co funkcjonuje i ma się dobrze. Z jakichś powodów tak się jednak nie dzieje. Co chwila ktoś wpada na kolejny genialny pomysł – a to by zmusić LP, żeby więcej wycinały, a to by budowały domy z drewna. Zupełnie nie rozumiem tego ciśnienia, bo nie trzeba być geniuszem politycznym, żeby wiedzieć, iż natychmiast argumenty o destabilizowaniu Lasów Państwowych przejmą Narodowcy. Już słyszę w oddali głosy o tym, jak elity III RP dogadały się, aby podzielić przedsiębiorstwo, przejąć, a następnie sprzedać, by na przykład za pieniądze tak zdobyte zaspokoić roszczenia wobec Polski. Będzie to narracja skuteczna i uderzająca w PiS z siłą tsunami. Po prostu te 3,5 mln osób wierzyło w realne zagrożenie, którym były działania PO-PSL wobec Lasów Państwowych, więc albo poczują się oszukani, co nie jest miłe, albo uznają, że PiS się sprzedał. Obie wersje dla partii rządzącej rodzą trudności. Obie będą nakazywały politycznie szukać czegoś, co nie jest PiS i nie jest Platformą. Dlatego obóz rządzący powinien się z tego pomysłu wycofać zawczasu i udawać, że nigdy go nie miał. I liczyć na krótką pamięć.
Szatański pomysł
Powiem szczerze. Gdy przeczytałem projekt ustawy tworzącej Fundusz Dróg Samorządowych, myślałem, że jeszcze się nie obudziłem. Wydawało mi się nieprawdopodobne, że ktoś w rządzie uznał, iż skrobnie 800 mln zł z Lasów Państwowych, aby budować drogi w gminach i powiatach. Identyczny pomysł PO wszak stał się podwaliną ogromnej akcji społecznej, w której Polacy domagali się referendum w sprawie utrzymania dotychczasowego statusu polskich lasów. Pod wnioskiem podpisała się rekordowa liczba osób – 3,5 mln.