Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski
16.05.2024 19:43

Strzały na Słowacji

Gdy piszę ten felieton, premier Słowacji Robert Fico walczy o życie po zamachu i nie jest jeszcze pewne, jak ten dramatyczny pojedynek się skończy.

Chyba nigdy Słowacja nie wzbudziła u nas tak wielkiego zainteresowania w mediach społecznościowych, przy okazji jednak można przekonać się, jak dramatycznie mało wiemy o polityce tego kraju. Widać to nawet po tym, jakie emocje dramat Ficy budzi wśród naszej zorientowanej narodowo części internautów. Dowiedzieć się z nich można choćby, że założyciel Smeru walczy z „lewicą”, a nawet „lewactwem”, Problem w tym, że do opisu słowackiej (czeskiej zresztą w pewnym stopniu też) sceny politycznej nie należy przykładać polskich klisz. Te kompletnie się bowiem nie sprawdzają.

Spróbujmy w olbrzymim skrócie prześledzić to na przykładzie Roberta Ficy. Ten w słowackiej polityce obecny jest od lat, przy czym bardzo długo jego znakiem rozpoznawczym było łączenie populistycznego przekazu trochę w duchu naszego Andrzeja Leppera, z poparciem dla integracji europejskiej. Jego partia, Smer, afiliowała się przy politycznej rodzinie Europejskich Socjalistów, co przestaje dziwić, gdy zna się jej pełna nazwę – „Kierunek. Słowacka Socjalna Demokracja”. Gdy Fico doszedł do władzy, stworzył państwo skorumpowane, działające w dużym stopniu pod dyktando sponsorujących jego partię oligarchów. Tak, jak w przypadku Bułgarii, Unia na wiele przymykała oko, ponieważ rządzący nie sprawiali jej kłopotów. Wszystko zmienił mord na tropiącym korupcję dziennikarzu Janie Kuciaku i jego narzeczonej, który doprowadził do zmiany nastrojów społecznych, a następnie władzy. Rządy objęła barwna, szeroka i nie zawsze skuteczna koalicja wielu partii, której sojuszniczką stała się prezydent Czaputowa, u nas na skróty przedstawiana jako liberałka, również bez uwzględnienia odrębności słowackich podziałów od tego, co widzimy w Polsce.

Zuzanna Czaputowa nie ubiegała się jednak o reelekcję, ponieważ miała dość ciągłego zastraszania siebie, a zwłaszcza swoich dzieci. Obawy te na Słowacji nie są bynajmniej bezpodstawne. W pierwszych latach samodzielnego funkcjonowania tego państwa doszło do porwania syna prezydenta Michała Kowacza, o co podejrzewano skonfliktowanego z nim premiera Mecziara. Rządy zmiany przegrały, również przez własne problemy. Tymczasem walczący o polityczne przetrwanie i ucieczkę od widma więzienia Fico swą retorykę rozszerzył o kilka radykalnych, niezgodnych z przekazem mainstreamu wątków i wrócił do władzy. Obecnie jego ekipa zajmowała się przejmowaniem mediów publicznych i ukręcaniem spraw sądowych, w których oskarżeni byli jej ministrowie z czasów poprzednich rządów. Podobieństw do Polski zaczyna więc być więcej, ale są to podobieństwa groźne, o czym ostrzegałem przed wyborami. 

Premierowi Fico życzyć należy oczywiście zdrowia. Również dlatego, że nasz region nie potrzebuje destabilizacji. Równocześnie warto jednak pamiętać, że na robienie z niego ikony polskiej konserwatywnej prawicy ten słowacki polityk zdecydowanie nie zasługuje, nawet wtedy, gdy mówi rzeczy dla niej miłe.  
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej