Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek  Liziniewicz
14.11.2024 23:21

Pytania, których się nie zadaje

Ten żart ma długą brodę, ale jakoś zawsze mnie śmieszył. Wersje były różne. Ostatnio popularna dotyczyła współczesnego wodza Rosji.

Oto Putin ma spotkanie z dziećmi w szkole. Atmosfera sielska. Nauczyciele i dyrektor na galowo. To samo uczniowie. Nagle jednak Saszka ma do prezydenta trzy pytania. Putin, jak to przystało na prezydenta, pozwala mu mówić i jednocześnie obiecuje, że na każde odpowie. – Pytanie pierwsze: dlaczego zajął pan Krym? Pytanie drugie: ilu Rosjan zginęło na Ukrainie? Pytanie trzecie: kto zabił Niemcowa? Putin już gotowy do odpowiedzi, już otwiera usta, ale niestety zadzwonił dzwonek. Uczniowie wyszli na przerwę, a po przerwie Pietia ma do pana prezydenta pięć pytań. – Dlaczego zajął pan Krym? Ilu naszych zginęło na Ukrainie? Kto zabił Niemcowa? Dlaczego dzwonek zadzwonił 20 minut wcześniej? Gdzie jest Saszka? Żart przypomniał mi się, gdy przeczytałem o tym, co spotkało Monikę Rutke z „Tygodnika Solidarność” po konferencji Donalda Tuska. Dziennikarka mocno przesadziła.  

Zapytała Tuska o słowa Tuska sprzed półtora roku. Wyszło, że sam Tusk ma Tuska za idiotę. To niedobrze, bo jak mawia Forrest Gump, życie idioty to nie bułka z masłem. Dziennikarkę spotkały przykre konsekwencje. Ogólnie można powiedzieć, że zadała premierowi dwa pytania: pierwsze i ostatnie.

Pogodny nastrój mnie jednak opuścił, gdy sobie przypomniałem, że w przypadku konferencji premiera Tuska będzie jedna zasadnicza różnica od przytoczonego żartu. Otóż o Rutke nie zapyta żaden Piotrek. Ogół dziennikarzy nie widzi nic niestosownego w tym, że premier cenzuruje sobie pytania i że wyznacza im granice wolności słowa. Może nawet się cieszą, że nie będzie konkurencji z Republiki i „Tygodnika Solidarność”. Problem jest taki, że nas premier nie lubi i nie uznaje za ludzi, ale nimi też gardzi. To taki człowiek, który w zaciszu gabinetu śmieje się z mediów jedzących mu z ręki i wykonujący komendy na żądanie. I następnym razem znów się spóźni 1,5 godziny, a wytęsknieni i machający ogonami reporterzy zapytają o coś, co nie zepsuje mu humoru. Polska A.D. 2024. I ponoć od roku mamy pełną demokrację.


 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej