Po co jechać pomagać Węgrom, skoro w Polsce rządzi Donald Tusk, właśnie przegraliśmy kolejne wybory, a sondaże nie dawały wielkich nadziei ani na zwycięstwo w wyborach prezydenckich, ani parlamentarnych za trzy lata? Tymczasem myśmy wiedzieli, że zwycięstwo nadejdzie. Ale wiedzieliśmy też, że nawet wtedy Polska będzie potrzebowała wiernych sojuszników, po prostu przyjaciół. A przyjaźń buduje się latami. Trzeba nad nią pracować, wytrwale wzmacniać długoletnimi działaniami. To właśnie chcieliśmy osiągnąć i można powiedzieć, że wraz z tysiącami Polaków z klubów „Gazety Polskiej” to nam się udało. Dziś z Węgrami łączy nas nie tylko wspólnota kultury, historii, przyjaźni, ale i wspólnota obrony podstawowych wartości. Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie wieloletnie kontakty między prawicą polską i węgierską, a szczególnie między naszymi klubami a ruchami obywatelskimi na Węgrzech.
Przyjaźń buduje się latami
Kiedy 15 marca 2012 r. wraz z dziesięcioma tysiącami Polaków wyjechaliśmy świętować rocznicę powstania węgierskiego – a właściwie nie tylko węgierskiego, bo przecież jego dowódcą był gen. Józef Bem i walczyły w nim tysiące naszych rodaków – wielu ludzi pukało się w głowę.