Zawsze nakłaniałem do jak najszerszego porozumienia po prawej stronie, bo tylko tak można coś osiągnąć. Nie dotyczy to publicystów, bo ich spory są dobre dla opinii publicznej i pozwalają w tyglu dyskusji wykuwać własny pogląd. Obóz patriotyczny w Polsce był za słaby, a jednocześnie miał zbyt ważne zadania, żeby się dzielić. Jeśli krytykowałem innych dziennikarzy, to przede wszystkim za napuszczanie na siebie polityków z tego samego ugrupowania. Wyjątek w moich zjednoczeniowych zapędach robię dla przebierańców, których w patriotycznych szatkach podsyła nam Rosja. Z nimi nie tylko nie można się jednoczyć, ale trzeba ich po prostu dekonspirować. Nie wolno zniszczyć nadziei pokładanej w obozie dobrej zmiany, nie wolno zmarnować sukcesu z 2015 r. Jak mawiają marines: dla wrogów jesteśmy groźni, ale rannych i zagubionych kolegów nie porzucamy. Gdy są kłopoty, to recepta na sukces i odrodzenie.
Nie zniszczyć nadziei
Ostatnio wiele osób dziwiło się, że publicysta znany z tak zdecydowanego wyrażania poglądów, jak ja, zajął tak bardzo koncyliacyjną postawę w sprawie sporu ministra sprawiedliwości z prezydentem o reformę sądów. Jeśli ktoś dłużej obserwuje moją publicystykę, nie powinien być zaskoczony.