Nie wymienią co prawda żadnego złego działania Pudy ani dobrego Balazsa, ale to nie o to w tym chodzi. Chodzi o to, żeby mieszać im w głowach tak, aby wszystko zostało po staremu. Wielcy zarabiali, a mali sukcesywnie upadali. Rolnicy dziś nie protestują – mimo że zboże jest po 800 zł, ale bili w tarabany za czasów PiS, gdy było po 1400 zł, i domagali się dymisji ministra. Dzisiaj biznesowi nie opłaca się napuszczać rolników na ministra, bo ten jest ich. I właśnie pracuje nad rozwiązaniami mówiącymi, kto będzie mógł brać dotacje, a kto nie.
A jak coś pójdzie nie tak? To wiadomo: opony, traktory, barykady i nagonki w sponsorowanych mediach rolniczych. Minister rolnictwa jest petentem. Tak było za rządów PiS i obecnie. Dlatego zdarzają się takie historie jak z działką pod CPK i dlatego też sprawa zakończy się na niczym.