Niczym w skeczu Monty Pythona z głośników odtwarzają skandowanie większego tłumu, przetykane piosenkami i przemówieniami liderów PO. Swym uporem TVP nie zniechęcili, ale za to zapewne nie bez ich udziału zwinęła się sąsiednia knajpa, której wypłoszyli klientelę.
We wtorek w tym samym miejscu pojawił się Donald Tusk. Niczym w czasach ataku na redakcję „Wprost” starł się z Michałem Rachoniem, którego szarpał Kołodziejczak, a straszył Rozenek. Stało się to rano, gdy nie było jeszcze głośnego fanklubu. Tusk pomylił więc chyba godziny, a na pewno – epoki.