Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Grzegorz Wszołek
18.03.2024 10:00

Miało być po sprawie

Jarosław Kaczyński miał zostać wgnieciony w ziemię. Ostatecznie skompromitowany, ośmieszony, bezradny, a koniec PiS zbliżał się wielkimi krokami.

I, jak to już bywało, nic z tego nie wyszło. Daremne były zapowiedzi Tomasza Treli i Witolda Zembaczyńskiego – jeśli ktoś się skompromitował i pokazał, że nie nadaje się do cywilizowanej rozmowy, to właśnie oni. Prezes PiS urządził orkę na komisji śledczej ds. Pegasusa, bo nie dał się sprowokować. Mówił tyle, ile chciał przekazać, nie przejmował się uwagami na temat swojego wzrostu czy cech charakteru. W pewnym momencie nawet członek komisji rzucił, że Kaczyński „lubi członki”. Nic z tej komisji śledczej nie będzie. Temat został spalony już na pierwszym przesłuchaniu, a grono przesłuchujących nie zdołałoby ustalić niczego, nawet gdyby miało podstawy. Piątkowe przesłuchanie było żałosnym widowiskiem upadku parlamentarnej instytucji.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane