Czasem trudno odróżnić, kto jest kim. W sprawie sojuszu z USA używają podobnej retoryki. Niezależnie od politycznych przepychanek przed wizytą przywódcy USA stało się w Warszawie coś naprawdę symbolicznego.
Firma podległa prezydentowi Trzaskowskiemu zaczęła zalewać Wisłę tonami szamba. Złośliwi twierdzą, że w historycznych momentach każdy się otwiera, a Trzaskowskiemu puściły kolektory. Nie ma dobrego momentu na taką katastrofę, ale ten był chyba najgorszy. Jeśli ktoś przy dziennikarzach z całego świata chciał przedstawić Polskę jako kraj cuchnący, nieradzący sobie ze ściekami, wrogi środowisku, to Trzaskowskiemu to się właśnie udało.
Miejmy nadzieję, że zagraniczni korespondenci, którzy regularnie jeżdżą na Czerską po kolejne lobotomie mózgu, znajdą w sobie odwagę, by wspomnieć, że to prezydent z PO.