Sytuacja jest poważna, bo może się okazać, że prawo dla aktywistów faktycznie otworzy puszkę Pandory, a demony uniemożliwią wycinanie drzew w Polsce, rujnując gospodarkę. Rząd od miesięcy się do tego przymierza. Nie ma jednak łatwego zadania. Wie, że najbardziej oczekiwana przez agenturę wpływu opcja nie przejdzie z uwagi na prezydenta. Dlatego obserwujemy od miesięcy próbę wciągnięcia w całą operację Europy. Bruksela ma nałożyć na nas kary, a Polacy po raz kolejny mają być szantażowani ekonomicznie. Dlaczego uważam, że rząd robi to celowo? Otóż okazuje się, że zanim projekt ustawy stworzonej przez MKiŚ wejdzie do Sejmu, jest konsultowany z Komisją Europejską. W przyszłym roku są wybory i idę o zakład, że sprawa kar będzie jednym z tematów. Od 2028 r. na stałe będziemy pod presją szantażu, jak z KPO. Albo robisz, jak wymyślą w Brukseli, albo nic nie dostaniesz. To konsekwencje wyborów z 2023 r., gdy jako społeczeństwo pokazaliśmy, że metoda jest skuteczna.