Sytuacja jakoś tam została załagodzona, 2018 rok uznawany jest za datę zakończenia kryzysu. Grecja zniknęła z pierwszych stron gazet, ale pozostała w naszej debacie publicznej jako figura retoryczna, zajeżdżona do cna, niczym „Hej, za rok matura”, puszczone w radiu przy okazji egzaminów dojrzałości.
Choć na mapach, które pokazywać miały Polskę jako „zieloną wyspę” ku uciesze ówczesnej pisowskiej opozycji zielona była przez chwilę jeszcze i Grecja, szybko zaczęto się straszyć powtórką losu tego kraju. Pierwszy, jeszcze w czasach Platformy, był Leszek Balcerowicz i ten pozostał mitycznej drugiej Grecji wierny do dziś. Później, już w obliczu groźby wygranej PiS, straszyła nią Ewa Kopacz (i, oczywiście, Balcerowicz), tak skończyć miało się 500 +. Zresztą już po drodze, w 2013 roku, tej samej figury, oczywiście w kontekście ewentualnej zmiany władzy, użył też Donald Tusk. Później powtarzał ją wielokrotnie, również całkiem niedawno, mówiąc, że nie będzie się licytował z PiS na populizm i żadnego 600+ nie obieca, bo, wiecie … druga Grecja.
Oczywiście swoje recytował też Balcerowicz, choćby w 2020 roku, mówiąc o rozdawnictwie i niepotrzebnych (dla niego) inwestycjach jak Centralny Port Komunikacyjny i przekop Mierzei. Teraz wreszcie, w bardzo dla rządzących korzystnym politycznie wywiadzie, kojarzony z PO ekonomista Bogusław Grabowski, oprócz smacznych postulatów prywatyzacji dosłownie wszystkiego, podniesienia wieku emerytalnego i likwidacji większości świadczeń socjalnych, rzuca również, że trzecia kadencja rządów Prawa i Sprawiedliwości oznacza, kto zgadnie, co takiego? Oczywiście - drugą Grecję, cóż by innego.
Słyszymy więc tę samą od lat piosenkę, będącą niszowym przebojem, a ja sądzę, że tu żadnej Grecji nie będzie, nawet jeśli miałyby się sprawdzić te prognozy liberałów (tu mały spoiler - jak zwykle się nie sprawdzą), to przecież nie dostaniemy żadnych pieniędzy z Unii, nie wprowadzimy też euro, a to właśnie były wielkie składowe greckiego kryzysu i jego rozwiązania.
Żadnej powtórki z historii i żadnych prostackich analogii nie będzie. Jesteśmy nad chłodnym Bałtykiem.