Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski,
25.10.2022 12:00

Buntownik i podróbka

Świętej pamięci Andrzej Lepper był na poszczególnych etapach działalności politycznej odbierany bardzo różnie. Najpierw widziano w nim głównie chłopskiego watażkę, wprowadzającego element przemocy do ledwo co narodzonej polskiej demokracji. Zresztą trochę na wyrost, bo ze swoimi szarpaninami nie był ani pierwszy, ani wyjątkowy, a już kilka lat wcześniej pojawiające się i znikające ugrupowania narodowo-radykalne tworzyły sobie swoje grupy skinów. Ci ochraniali nawet imprezy UPR, co zresztą też przerażało ówczesne media, o zwołanym przez Korwina „Kongresie Prawicy” piszące przez dwa „S”. Jedni bali się go jako „faszysty”, inni widzieli w Samoobronie element prowokacji służb, w końcu pierwszy raz zaczęło być o niej głośno, gdy te zwalczały rząd Olszewskiego.

W kolejnych latach Lepper stal się postrachem liberałów, ale i trędowatym (nomen omen) polskiej polityki, z którym mało kto chciał mieć cokolwiek wspólnego. Tej histerii ulegli niemal wszyscy, głębiej chyba nawet niż wtedy, gdy media brały za cel podobnego do niego Tymińskiego, czy Wałęsę w początkach III RP. Był zresztą na swój sposób ich syntezą. Potem odnalazł się w polityce parlamentarnej, mówił rzeczy niewygodne, krytykował system Balcerowicza, co doprowadziło go do poparcia Lecha Kaczyńskiego i współtworzenia rządu z PiS.
Później miał być narzędziem, służącym do jego zniszczenia, by po chwili samemu zostać zniszczonym przez media, które próbowały go wykorzystać. Morozowski z Sekielskim przeprowadzili na szefie Samoobrony lincz, który wzburzył mnie i obrzydził nawet wówczas, gdy Lepper był groźnym przeciwnikiem wspieranego przeze mnie PiS. Wreszcie – samobójstwo w które nikt nie wierzy i liczne hipotezy, co wiedział, co chciał powiedzieć, dlaczego musiał zginąć…

Czy i na jakim etapie Leppera ktoś prowadził, czy tylko chciałby prowadzić, raczej się nie dowiemy. Był jednak autentyczny, bywał odważny i po czasie dopiero można go sprawiedliwie ocenić i docenić. Naśladowcy ze wschodnim akcentem są jednak zbyt oczywiści, zbyt grubą linią narysowani, by kogoś nabrać, komuś zagrozić i kogokolwiek za sobą porwać, nawet, jeśli pracuje na to medialna machina. Wtedy, gdy sypią zboże, rozlewają gnojówkę, ośmieszają się w przegranych z góry przepychankach z poważniejszymi politykami. Wtedy, gdy wywołują panikę, strasząc podwyżkami cen benzyny. Wtedy wreszcie, gdy już zupełnie nie potrafią udawać i wzywają do współpracy z Rosją, by potem pobiec do Tuska o pomoc.

Powinni też pamiętać, jak ta sama machina potraktowała oryginał, bo dla nieudanej podróbki również nie będzie miała litości.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej