Dzisiaj tak wyraźny żal wielu przywódców strajku, że udało się bez zakłóceń, i co za tym idzie, bez szkody dla uczniów przeprowadzić egzaminy gimnazjalne, przekonuje mnie, że nauczyciel to jest jednak zawód misyjny i nie każdy może go wykonywać. W Polsce nauczyciel pracuje o wiele krócej niż w jakimkolwiek innym kraju w Europie. Gdyby urealnić czas pracy, prawdopodobnie nauczycielskie wynagrodzenia nie byłyby takie niskie. Największą przeszkodą jest Karta Nauczyciela, która zabetonowała fatalny system wynagrodzeń i przywilejów. Nauczyciele nie mogą jednocześnie twierdzić, że należą im się specjalne przywileje, bo pełnią ważną społecznie służbę, a jednocześnie tak straszliwie lekceważyć tej służby, kiedy przychodzi do sporów płacowych. Jeżeli chcieli przekonać takich jak ja, czyli po prostu rodziców dzieci, że trzeba ich traktować jak każdego innego pracownika na rynku, to właśnie im się udało. Owszem, zapłaćmy im dobrze, ale tym, którzy po prostu dobrze pracują.
Albo służba, albo rynek
Z coraz większym zgorszeniem przyglądam się grupie strajkujących nauczycieli. Do tej pory rzeczywiście myślałem, że większości z nich chodzi tylko o sprawy socjalne.