Wyloguj się do życia
Przed kilkoma tygodniami postanowiłem wylogować się z Twittera i Facebooka, przynajmniej na czas Wielkiego Postu. Miała to być ucieczka od zmór drugiej dekady XXI w. Prawie mi się udało.
Gorzej, że chcąc nie chcąc, dochodziły do mnie gorące newsy, takie jak ten, że oto całe polskie środowisko medialne i polityczne skupione na Twitterze przez kilka dni żyło kwestią… wiewiórki, której rzekomo tragiczna śmierć miała być dowodem na zbrodnie reżimu Prawa i Sprawiedliwości. Sprawa okazała się dęta jak ego byłego ministra spraw zagranicznych, nie przeszkodziła jednak generować przez wiele dni szumu informacyjnego. Z niedowierzaniem uświadomiłem sobie, że gdyby nie moje postanowienie, też dołożyłbym do tej aferki swoje kilka groszy. Ja tymczasem, jako „odcięty”, zacząłem trochę więcej czytać, udało mi się wykonać w domu kilka zaległych napraw i przemeblowań – to wymierne korzyści. Z ciekawością obserwowałem także ludzi, którzy w środkach komunikacji nie robią nic poza ślipieniem w ekrany i przewijaniem kolejnych zdjęć z wakacji kolegi, niewidzianego na żywo od podstawówki. Patrzyłem na nich jak na siebie. Nie jest to przyjemny widok i przypomina znane z filmów science fiction hybrydy ludzi i maszyn. Co mi zostanie po tych kilkudziesięciu dniach? Na pewno pozbyłem się z telefonu kilku aplikacji rozpraszających uwagę i wyłączających z życia społecznego. Że nie uda się w całości zrezygnować z Internetu – to oczywiste. Warto jednak wylogować się do życia.