Jak uprawiać politykę zagraniczną
Było dosyć oczywiste, że Donald Tusk uzyska poparcie na kolejną kadencję. Dla mnie było i jest oczywiste, że polski rząd popierać go nie mógł.
Nie oznacza to, że polskie władze wszystko rozegrały idealnie. Dociekanie przyczyn zachowania Viktora Orbána czy dyplomacji Wielkiej Brytanii to nie pytanie o cechy charakteru tych ludzi, tylko o słabość wspólnoty interesów. W polityce nie wolno się obrażać, trzeba wyciągać wnioski. Prawdopodobnie Węgry, podobnie jak Wielka Brytania, nie miały wiele do stracenia na odmowie poparcia dla Polski. Nie umiemy budować trwałych relacji, a bez tego nie ma skutecznych koalicji. Kiedy ktoś jest przyjacielem, stawia mu się obiad i piwo, żeby wiedział, że kiedy przestanie się przyjaźnić, to obiad i piwo straci. Przyjaciół politycznych nie można traktować na zasadzie, że skoro już go mamy to i tak dla nas wszystko zrobi. Tak mogą, zaciskając zęby, działać tylko zakochani w Polsce ideowcy, jak choćby kluby „GP” i niżej podpisany. Za granicą są tylko interesy. Przyjaźń w polityce to właśnie sieć mądrze pomyślanych interesów. Na tyle silna i skomplikowana, że warto czasem zrobić coś bez bezpośredniego zysku. Takich relacji nie zbudowano. Możemy się obrazić na Węgrów, Czechów, Ukraińców, Litwinów, Brytyjczyków, a nawet Amerykanów. Tylko co nam zostanie? Samotność jest dobra dla zmęczonych życiem. W polityce fatalna. Lepiej, kiedy opadnie kurz, zaprosić na piwo i postawić obiad.
A kiedy jest już zupełnie kiepsko, warto poprosić zwykłych Polaków o pomoc. Przyjedziemy tysiącami, choćby do Brukseli. To jest siła największa i póki jest – korzystajcie z niej. Zrobi też wrażenie na wrogach.