Sanacja
Program sanacyjny Józefa Piłsudskiego streszczał się do walki z korupcją i zdradą. Chodziło o to, by państwa polskiego nie paraliżowały partykularne interesy i wpływy ościennych mocarstw.
Dzisiaj działania sanacyjne są również niezbędne. Nie chodzi ani o ograniczanie demokracji, ani praw człowieka. Te powinny być wręcz poszerzane. Chodzi o przywrócenie państwu zdolności do kreowania polityki wewnętrznej i zagranicznej. Trzeba skończyć z patologiczną prywatą, od której nie jest też wolny obóz władzy. Oczywiście, po drugiej stronie mamy partie, dla których prywata to cel sam w sobie, a korupcja i zdrada to normalny środek do celu. Nowe władze muszą pokazać, że ich działania różnią się od tego, co było. Chodzi o to, by raczej podnosić standardy, niż dostosowywać się do już zastanych. Dotyczy to zarówno biznesu, jak i wielkiej polityki czy mediów publicznych. Nie po to tysiące ludzi wspierało PiS, by jedne koterie zastąpiły drugie, ale by instytucje państwowe spełniały minimum standardów publicznej służby. Źle, jeżeli zmiany się ślimaczą, jednak jeszcze gorzej, jeżeli dokonywane są tylko dla zaspokojenia ambicji ludzi mających dostęp do szczytów władzy. Warto tępić patologie, ale jeszcze bardziej warto promować dobre przykłady. Bez tego PiS utraci swój główny napęd, którym jest zaangażowanie ludzi. To byłaby strata największa.
Tak jak program zwycięstwa należał do lidera całego obozu: Jarosława Kaczyńskiego, tak należy do niego też stworzenie programu sanacji życia publicznego. Bez jego decyzji w tej sprawie nikt poprawy jakości polityki nie przeprowadzi. Być może sanacji należy dokonywać etapami, ale kierunek musi być jasny. Jakość życia publicznego musi się poprawiać.