Czemu ten honor
Po 10 kwietnia 2010 r. należałem do tych, którzy postanowili, że historia nie musi toczyć się tylko w jednym kierunku. Myśmy się zawzięli. Ilu nas było? Nie wiem, ale chyba nie tak mało.
Próbuję opisać katalog kłamstw i manipulacji stosowanych do uciszenia wątpiących w oficjalną wersję. Trzeba przyznać, że użyto wobec nas wielkich technologii propagandy. Niestety, bardzo w tych zabiegach pomagał udział dziennikarzy i publicystów prawicowych, którzy nie chcieli zostać zupełnie wypluci z salonu. Z czasem i oni zmienili retorykę, ale na początku było wokół nas pusto. Z większych grup medialnych wyłom stanowiły środowiska „Gazety Polskiej” i Radia Maryja. Było też trochę niezależnych dziennikarzy i blogerów. Jednak to wszystko razem stanowiło niewiele przy medialnej ścianie kłamstwa stworzonej wokół smoleńskiej tragedii.
Czemu więc się udało? Czemu doszło do przełomu? Bo skrzyknęliśmy ludzi wielkiego charakteru: takich, którzy w chwili próby potrafią „zachować się, jak trzeba”. To właśnie duchowi potomkowie „Inki” i „Zagończyka”, „Łupaszki” i księdza Władysława Gurgacza, ludzie mający w sercu warszawskich powstańców dołączyli do wspólnej walki o prawdę o Smoleńsku. Ośmieszano ich, a nawet represjonowano, wyrzucając z pracy i łamiąc kariery. Tylko dla większości z nich te problemy nie miały decydującego znaczenia. Najważniejsze było poczucie obowiązku wobec Ojczyzny i samych siebie. Trudno takich ludzi pokonać. Walka została wygrana, bo zachowaliśmy duchową więź z tymi, którzy kiedyś za Polskę oddawali życie.
Dzisiaj, na szczęście, aż taka ofiara nie była potrzebna, choć nie brakowało gorzkich chwil. Pewnie w niepodległej przyszłości będzie można pokazać, jak wielką machinę kłamstw udało się pokonać. Warto być przyzwoitym, warto „umieć zachować się, jak trzeba” w chwili próby. Nie dlatego, że ktoś to doceni. Ten honor jest dla nas. Dla poczucia, że sprawdziliśmy się, kiedy wymagało to odrobiny poświęcenia.
Jeżeli znowu nadejdzie dzień próby, trzeba o tym pamiętać. Mroczne zło ostatecznie przegrywa. Miarą sukcesu jest kolejka tych, którzy spieszą się, by nas wyprzedzić w mówieniu o swoich zasługach. To normalne w każdej społeczności. Myśmy zrobili coś dobrego dla siebie i naszej Ojczyzny. Za to trzeba Bogu dziękować. Wstyd zostanie innym. Okaleczeni ze wstydu nigdy naszych radości nie doświadczą.