Stoliczku, odkryj się
W latach 90. propagandą III RP nie rządziły wcale „Gazeta Wyborcza” czy TVN. Rządził mały stoliczek na sejmowym korytarzu.
Aksjomatem był brak afer. Aferomani to ludzie chorzy z nienawiści, nieznający się na gospodarce i szkalujący biznesmenów, którzy pracą własnych rąk potrafili coś osiągnąć.
Aksjomatem była moralna i polityczna szkodliwość lustracji. Wiadomo, że wszystkie papiery komunistycznych służb fałszowano, nic pewnego z nich nie wynika, a kapusie nikomu nie szkodzili.
Po Smoleńsku aksjomatem stało się to, że Rosjanie na pewno nic złego nam nie zrobili. Bardzo długo nie wolno było podważać doskonałej współpracy polsko-rosyjskiej w sprawie wyjaśnienia katastrofy.
Oczywistym dowodem na antysemityzm była obrona dobrego imienia Polaków oskarżanych o budowanie obozów koncentracyjnych.
Do stoliczka zapraszano głównie dziennikarzy z tamtej strony. Jednak czasem z pańskiego stołu spadło zaproszenie również i dla naszych. Warunek był taki, że trzeba było się choć trochę odciąć np. od „Gazety Polskiej”, zasugerować, że redakcyjne szaleństwo to jedno, a prawicowy publicysta potrafi wykazać się niezależnością.
Rozwój technologii spowodował, że stoliczek sejmowy przeniósł się w znacznej mierze do społecznościowych portali. Oczywiście nie ma już tak lekko, bo towarzystwo nie schowa się za kordonem marszałkowskiej straży. Ludzie obserwują i po prostu się śmieją. Niemniej stoliczek walczy o bycie pierwszym salonem RP.
Ostatnio widziałem, jak stoliczkiem zatrzęsło, kiedy przypomnieliśmy, że niemieckie Jugendamty mają hitlerowską tradycję. Pomysł na odbieranie rodzicom dzieci, szczególnie innych narodowości, był masowo stosowany przez Adolfa Hitlera. Ta instytucja niestety nie została w swojej istocie zdenazyfikowana.
Wtedy na chwilę stoliczek ożył. Nawet pojawiły się publiczne żądania, bym kogoś przeprosił. Kogo? Hitlera czy może urzędników, którzy robią dzieciom i rodzicom piekło z życia? Na wykładach z psychologii uczono mnie, że dzieci były w stanie znieść nawet obóz koncentracyjny, jeżeli zostawiono je z matkami. Odebranie siłą dziecka matce jest dla jego psychiki czymś gorszym.
Chyba wtedy wywołałem z zaświatów zdychający już stoliczek.