Macierewicz na celowniku
Zastanawia mnie kompletna absurdalność ataku na Antoniego Macierewicza.
Istnieje jednak dużo większe niebezpieczeństwo. Prawdę mówiąc, jest ono dosyć oczywiste, ale mocno przerażające – wcale nie chodzi o Macierewicza, tylko o szczyt NATO. Atak w tym momencie na ministra obrony osłabia polskie szanse na pełne zaangażowanie Sojuszu w budowę bezpieczeństwa naszego kraju. Być może to osłabienie nie będzie silne, ale próbę podjęto. Co to oznacza? Oznacza to, że przynajmniej część opozycji zaangażowała się wprost po stronie Moskwy, panicznie zwalczającej obecność wojsk NATO w Polsce. Atak na Macierewicza wcale nie wzmacnia społecznego poparcia dla jego organizatorów. Chyba że chodzi o poparcie Moskwy. Fakt, że w tym ataku pojawiają się elementy groteskowe, jak wytropienie kontaktów Macierewicza z byłym współpracownikiem SB, kiedy to wspólnie przebywali na mszy świętej, a nawet podali sobie dłonie na znak pokoju, świadczy jedynie o jakiejś rozpaczliwej determinacji autorów tej hecy. Rozpacz odbiera rozum i wyszło, jak wyszło. Niemniej bez względu na dramatyczne partactwo tego planu politycznego cel tych starań poraża.
Znam Antoniego Macierewicza od kilkudziesięciu lat. Zdarzało mi się czasem z nim różnić. W kilku sprawach potem musiałem przyznać mu rację. Nigdy jednak nie mogłem mu odmówić jednej rzeczy: że całe swoje życie poświęcił Polsce. Dzisiaj ta awantura nie jest o Macierewicza. Jest ona po to, żeby zaszkodzić Polsce. Tym razem się nie uda. Warto jednak zapamiętać, kto szkodził.