Mój artykuł „Haniebna przeszłość członka KRRiT. Jak prof. Kowalski wspierał walkę junty Jaruzelskiego z wolnością słowa” zaniepokoił wiele osób i instytucji. Przypomnijmy, że cytowałem w nim, jak czasach komunizmu prof. Tadeusz Kowalski troszczył się o „najpełniejszą realizacją programu propagandowego partii” i „wystarczający wpływ PZPR” na RSW Prasa Książka Ruch. Postulował ograniczenie gwarantowanego przydziału papieru do tytułów „priorytetowych dla dysponenta politycznego”. Na dwa lata przed okrągłym stołem „wyrażał pogląd”, że powstanie systemu wydawniczego „w sensie upowszechniania treści zróżnicowanych światopoglądowo” jest „bardzo odległe w czasie”.
Na artykuł ten zareagowała dr hab. Hanna Karp, zastępca przewodniczącego KRRiT, która napisała do prof. Kowalskiego, że tekst Gazety Polskiej „zawiera wiele niepokojących informacji związanych z pana pracą zawodową i naukową, wcześniej w ogóle nieznanych”. Zapytała o ujawnione przeze mnie cytaty i fakty, prosząc o potwierdzenie lub zaprzeczenie ich prawdziwości. Prof. Kowalski udzielił odpowiedzi na jej pismo, jednak całkowicie wymijającej i nie odnoszącej się do tego, co ujawniłem. Odpowiedź tę zamieszczamy poniżej, by wszyscy mogli poznać argumentację profesora.


Po pierwsze, pisze Pan profesor, że w moim artykule były „dezinformacyjne elementy”, które „litościwie pomija milczeniem”. Gdzie tu logika, panie profesorze? Jeśli w tekście jest dezinformacja, nie należy jej pomijać, a bezlitośnie zdemaskować! Żebym ja to musiał tłumaczyć medioznawcy… Milczenie, litościwe lub nie, wskazane jest, gdy dezinformacji nie ma no i tak należy Pana postawę rozumieć.
Po drugie dowiadujemy się, że dr. Hanna Karp nie powinna się powoływać na tygodnik Gazeta Polska, bo prof. Tadeusz Kowalski ocenia jego wiarygodność „bardzo nisko”. Przy czym nadal nie wskazuje ani jednego nieprawdziwego ani nawet zmanipulowanego cytatu w moim tekście. Panie profesorze, to nie Gazeta Polska była autorem tych słów, a Pan w „Zeszytach Prasoznawczych”! Czy to siebie ocenia Pan „bardzo nisko”?
Po trzecie czytamy, że praca doktorska prof. Kowalskiego „RSW Prasa-Książka-Ruch w warunkach reformy gospodarczej w latach 1981-1983” „przeszła wszelkie procedury weryfikacyjne na jednej z najlepszych polskich uczelni, jaką jest Uniwersytet Warszawski”. Można tylko sarkastycznie stwierdzić, że trudno, żeby nie przeszła, skoro jej recenzentami byli docent Wiesław Rydygier, przedostatni… prezes RSW Prasa Książka Ruch, w czasach stalinowskich (lata 1950-1951) pracownik cenzury, czyli Głównego Urzędu Kontroli Prasy na stanowisku referenta oraz prof. Antoni Rajkiewicz, który w stanie wojennym, w czasach kartek i pustych półek był ministrem pracy, płac i spraw socjalnych w rządzie Wojciecha Jaruzelskiego oraz członkiem Komisji Polityki Społecznej Komitetu Centralnego PZPR. W latach stalinowskich działał w PPR i PZPR. Z kolei promotorem pracy Tadeusza Kowalskiego był natomiast Tadeusz Kupis, autor książki wyznaczającej standardy komunistycznego dziennikarstwa „Zawód dziennikarza w Polsce Ludowej”. Dla takich recenzentów i promotora była niewątpliwe praca wręcz wzorowa, błyskotliwa, a może i genialna!
Po czwarte, prof. uznaje mój tekst za „niedopuszczalny, nieuprawniony nacisk wywierany na niego, jako funkcjonariusza publicznego”. Jaka powinna być za to kara? Za komuny profesor z pewnością byłby za odebraniem Gazecie Polskiej przydziału papieru, bo nie jest „priorytetowa dla dysponenta politycznego”. No i zadziałał na rzecz tego, by w Gazecie Polskiej były „wystarczające wpływy PZPR”, ale dzisiaj to bardziej skomplikowane. No ale już w przypadku Telewizji Republika niekoniecznie, rach, ciach i zabieramy koncesję, jak niegdyś papier. I może pan profesor tryumfalnie ogłosić, że działanie stacji telewizyjnych „w sensie upowszechniania treści zróżnicowanych światopoglądowo” jest „bardzo odległe w czasie”.