Laur Wolności Słowa dla Tomasza Sakiewicza
Dziś w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich odbyła się Gala 32. Konkursu Dziennikarskiego z Nagrodami SDP. W gronie nagrodzonych znalazło się bardzo wielu dziennikarzy Stacji Strefy Wolnego Słowa. Tomasz Sakiewicz, prezes TV Republika, otrzymał Laur Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za "twórcze wykorzystanie mediów w służbie Polsce".
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Prezes SDP dr Jolanta Hajdasz, w laudacji na cześć prezesa TV Republika wskazała, że jego praca "stanowi wzór niezłomności, odwagi i zaangażowania w służbie prawdzie oraz wolności słowa".
Pan Tomasz przez lata swojej działalności dziennikarskiej nieustannie udowadnia, że niezależność mediów jest fundamentem demokratycznego społeczeństwa. Jego profesjonalizm, pasja oraz nieprzeciętna determinacja w dążeniu do rzetelnego informowania społeczeństwa zasługują na najwyższe uznanie. Drodzy Państwo, to słowa wygenerowane przez sztuczną inteligencję po wpisaniu hasła uzasadnij laur SDP dla Tomasza Sakiewicza. Jesteśmy na takim etapie rozwoju AI, że myślę, że chyba jeszcze wszyscy lubimy takie eksperymenty i ciekawi nas, co ona napisze na dany temat. Ale ja chcę Państwu uzasadnić tę nagrodę bez sloganów AI i bez banałów. 13-osobowy zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał to wyróżnienie jednogłośnie. To cenne, bo zauważcie Państwo te konkretne nazwiska podpisane pod tym werdyktem. To także osoby z bezpośredniej konkurencji dla mediów zarządzanych przez Tomasza Sakiewicza, a także one swoim podpisem pod stosowną uchwałą zarządu potwierdziły to, że on zasługuje na taką nagrodę
– oświadczyła.
Podkreśliła, że "Tomasz Sakiewicz to publicysta, wydawca, redaktor naczelny i działacz społeczny. Pomysłodawca tygodnika Gazeta Polska, jego redaktor naczelny, współzałożyciel oraz redaktor naczelny Gazety Polskiej Codziennie, współzałożyciel i redaktor naczelny Telewizji Republika, także prezes spółki wydającej portal niezależna.pl oraz miesięcznik Nowe Państwo, twórca i animator klubów Gazety Polskiej, które rozwinęły się w jedno z największych środowisk obywatelskich w Polsce i poza jej granicami".
I tu w zasadzie można by postawić kropkę i skończyć. Redaktor Sakiewicz pisze, publikuje, nagrywa i emituje. I do tego jest menadżerem, tworzy media, ma pomysły na kolejne przedsięwzięcia, z pasją je realizuje. Wszyscy znamy te tytuły. Gazeta Polska, Gazeta Polska Codziennie, Portal Niezależna.pl, Nowe Państwo. I z całą pewnością dzisiaj już każdy Polak wie, co to jest Telewizja Republika, a wielu z nich, wielu z nas ogląda tę telewizję regularnie. Ale szanowni Państwo, powiedzieć to wszystko, co powiedziałam do tej pory, to jakby nic nie powiedzieć. Bo by zrozumieć fenomen Tomasza Sakiewicza, trzeba poznać kontekst i otoczenie, w jakim przyszło mu działać
– oświadczyła.
Następnie przypomniała o wydarzeniach z 2011 roku.
W październiku 2011 r. startowała Gazeta Polska codziennie. Pierwszego dnia ktoś na lotnisku przytrzymał transport z gazetami, bo część nakładu musi być włożona transportem lotniczym. W efekcie GPC spóźnia się z dostawą gazet i Sakiewicz jako szef musi zapłacić gigantyczną karę finansową za spóźnienie. Potem okazało się, że nie ma szans na reklamy w telewizji. Kiedy wybucha wokół tego awantura w TVP puszczono jedną z dwóch przygotowanych wcześniej reklam. Polsat, którą początkowo zgodził się wyemitować, też zawiesza. TVN w ogóle nie ma czasu na emisję żadnej reklamy. Informuje po prostu, że ma pełne ogłoszenie czasu reklamowego. Kioski ruchu, w których gazety reklamowały się w tak zwanych ramkach, były także dziwne w tym czasie, bo akurat wtedy, gdy zgłosiła się z reklamami do nich Gazeta Polska, codziennie okazało się, że te ramki nie odpowiadają wymogom ustanowionym przez prezydenta Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Było to dziwne, bo Tomasz Sakiewicz zgłosił się z identycznymi ramkami, jak takie, które mieli pozostali wydawcy, na przykład Gazety Fakt. Gdy Sakiewicz poprosił „Ruch”, żeby rozmieścili ramki w innych miastach naszego kraju, to dostał odpowiedź, że właśnie w tej chwili zmieniły się normy na terenie całego kraju i Ruch nie może przyjąć tych reklam tych ramek, no bo wiecie państwo, nie spełniają norm
– mówiła.
Wskazała też, że w 2018 roku premier Mateusz Morawiecki udzielił wywiadu Gazecie Polskiej".
Efekt? Grupa 38 sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie, znanych tych z obrony praworządności, jak o nich pisze gazeta, której nie jest wszystko jedno, pozywa redaktora naczelnego Gazety Polskiej Tomasza Sakiewicza za słowa, które powiedział w tym wywiadzie pan Morawiecki. Skutek: proces, który trwa do 2024 roku, czyli do czasu, aż się znajduje sędzia, który uchylił wcześniejsze, korzystne dla Gazety Polskiej wyroki. I ten sędzia nakazał sprostować, przeprosić, zapłacić koszty na wiązkę czy inne odszkodowanie. W ogóle nie wiem, czy ta sprawa nie ma jeszcze ciągu dalszego. Nie dziwcie się państwo, bo chyba już nikt w stanie nie jest zebrać w całość tego typu spraw. W Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w tym roku naliczyliśmy 46 procesów, w jakich uczestniczy i w jakich musi się stawiać redaktor Tomasz Sakiewicz. Sama ta liczba jest zatrważająca i w każdym normalnym kraju byłaby ona jak alarm i ostrzeżenie. Co tu się dzieje? Co to ma wspólnego z wolnością słowa? Jak walczyć o prawo do mówienia, co się myśli, jak pisać, co się powiedziało, skoro tak szybko można uwikłać się w czasochłonny, prawnie skomplikowany i kosztowny proces, zarówno cywilny, jak i karny, bo przecież w Polsce nadal za głoszenie opinii w mediach można trafić do więzienia i na listę pospolitych przestępców, obok morderców i złodziei. Nie dziwmy się więc, że wielu woli milczeć i, jak to się mówi potocznie, siedzieć cicho, nie wychylać się. Ale Tomasz Sakiewicz do nich nie należy. I akurat jemu niewiele ujdzie na sucho. Jak powie, że TVN kłamie, to zaraz ma pozew o 100 tysięcy złotych odszkodowania I to z powództwa i pozwu prywatnego. W sądzie przeciwko niemu występuje dzisiaj i urzędujący premier, i szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, i były szef Trybunału Konstytucyjnego, i działacz społeczny od przekreślonych tablic z napisem strefa wolna od LGBT, które sobie sam wymyślił, które wolno mu stawiać, jak wiemy, gdzie mu się tam podoba. Oni wszyscy mają jeden wspólny mianownik. Pozwali redaktora Sakiewicza i liczą na to, że wreszcie się kiedyś ugnie, że przestanie mu się chcieć być zadziornym i prostolinijnie bezczelnym i mówić głośno, co myślą i czują miliony Polaków
– powiedziała.
Dodała też, że "Sakiewicz z całą pewnością już teraz zasłużył on na spory akapit w nieistniejącej póki co encyklopedii polskiego dziennikarstwa".
W grudniu 2023 roku doszło do siłowego przejęcia mediów publicznych przez ekipę rządu 13 grudnia, czyli przez Donalda Tuska pod wodzą wtedy ministra Bartłomieja Sienkiewicza. Transmisję z protestów prowadziła głównie Telewizja Republika, która stała się głosem Zjednoczonej Prawicy. Już 22 grudnia okazało się, że oglądalność Republiki wzrosła o 1300%, a po paru tygodniach okazało się, że wzrost oglądalności rok do roku wynosi w zależności od miesiąca od 2500 do 3000%. To rekord świata, jeśli chodzi o wzrost oglądalności dla każdej telewizji. W lipcu ubiegłego roku udział Republiki w rynku wyniósł już 6,8%. To też kolejny rekord. Stacja zdecydowanie wyprzedzała w tym okresie TVN24 i TVP Info w likwidacji, a w niektórych tygodniach wyprzedzała nawet pozostałe stacje telewizyjne łącznie z Polsatem i TVNem. Dla wielu jest to szok, dla wielu powód do bezsennych nocy, a dla zwykłych widzów satysfakcja i radość z dostępu do rzetelnych informacji. I za to, Tomku, należą się Tobie wielkie podziękowania i wielkie gratulacje. A za wszystko nasz szacunek i podziw, który wyrażamy w tym roku tym laurem SDP
– zakończyła.
Tomasz Sakiewicz podkreślił, że jest to dla niego "bardzo wzruszający moment".
Laur za całość dorobku przypomina taką inną nagrodę. Nie wiem, czy wiecie, w Hollywood jest przyznawany Oscar za całokształt twórczości. To jest bardzo niezwykła nagroda, bo tak jak zwykle po każdej nagrodzie jest jedna impreza, to zwykle ona się wiąże z dwoma imprezami. Pierwsza to taka, która jest na co dzień gala, której można podziękować, powspominać. I druga zwykle niedługo później, kiedy przyjaciele, ważne sobie w państwie, wspominają zmarłego. Ja jeszcze, jak wspomniała Jola, się nie wybieram. Mam sporo do zrobienia, co pewnie sporo ludzi nie ucieszy. Mamy jeszcze parę pomysłów, które mogą tu mocno zamieszać. Jedno jest pewne. W trakcie całego mojego życia, co czegokolwiek nie robiłem, to zawsze słyszałem, że za chwilę to się skończy. Nie uda się, zawali się, zbankrutuje, że jest na granicy, że przeżywamy kryzys. Po czym okazywało się, że udało się, nie zawaliło się, a kryzys zamienił się w sukces. To nie byłoby możliwe bez dwóch, chyba z określenia rzeczy, bez dwóch grup ludzi
– oświadczył.
Wskazał też na "nieprawdopodobny zespół ludzi, który zawsze mu towarzyszył". W tym gronie wymienił Katarzynę Gójską, Piotra Lisiewicza, Joannę Jenerowicz, Michała Rachonia.
Wszyscy, których spotkałem i którzy ze mną zostali, albo się przewinęli i jakiś czas byli, musieli być odważni. Nie dlatego, że ja jestem taki niebezpieczny. Jestem, to prawda. Ale dlatego, że to, co robimy, wymaga w Polsce wielkiej odwagi. I druga Grupa ludzi to byli odbiorcy naszych mediów. Najpierw czytelnicy, a potem widzowie. Gdyby nie było takich ludzi, którzy potrzebują nas, nas by tutaj nie było. Albo byśmy się zamknęli tylko w tym gronie. Natomiast spotkaliśmy po drugiej stronie ludzi, którzy są pokoleniem Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Żołnierzy Wyklętych, Solidarności, NZS-u, do którego już sam miałem okazję należeć. I wszystkich tych pokoleń, które walczyły o wolną Polskę, ale przede wszystkim walczyły o wolność słowa. To są ludzie specyficzni. To są ludzie, którzy są obdarzeni tym wyczuciem wolnej Polski, ale też wolnego słowa. Polska ma tą cechę i to wyróżnia ją wśród innych narodów, że trzeba być wolnym. Nie ma Polski bez wolności. Są narody, które potrafią sobie poradzić bez wolności i nawet jakoś tam żyją, które nigdy wolne nie były albo bywały wolne. Natomiast my jesteśmy narodem, który potrzebuje wolności. I żeby cokolwiek tu osiągnąć wśród ludzi, trzeba mieć w sobie ten gen wolności. Ten gen wolności jest tą siłą fatalną, o której pisał Słowacki, która zmieni każdego. Jeśli ktoś chce być w Polsce wolny, to musi zapłacić za to pewną cenę. Ale jeśli jest gotów zapłacić tę cenę, to dokona rzeczy niezwykłych. Rzeczy, które go samego zaskoczą, że można to zrobić
– powiedział.
Prezes Republiki stwiedził, że "żyjemy w świecie, w którym o wolność słowa trzeba nie tylko walczyć, ale trzeba zapłacić pewną cenę, ale to czyni tą wolność pięknym".
Jak coś się ma za darmo, to się tego nie ceni. A my mamy coś, za co trzeba było zapłacić cenę. I pewnie jeszcze trzeba będzie przez jakiś czas płacić, a może zawsze będzie płacić. Ale to jest przekaz, który możemy zostawić następnym pokoleniom. Że warto było. Że warto było i że to, co zrobiliśmy, trzeba kontynuować. Że nawet jeśli na jakimś etapie nam się podpnęła noga, powinęła noga, to jednak to, co zrobiliśmy, było warto. A jeszcze nie skończyliśmy. Moi kochani, jeszcze jest Europa, jeszcze jest cały świat. I naprawdę możemy jeszcze coś zrobić. Damy radę. Bardzo wam dziękuję
– podsumował.
Główna Nagroda Wolności Słowa dla Katarzyny Gójskiej
Najważniejsze wyróżnienie plebiscytu, czyli Główną Nagrodę Wolności Słowa, otrzymała dziennikarka Telewizji Republika, Katarzyna Gójska. Została ona uhonorowana "za przygotowanie i prowadzenie debat prezydenckich wyemitowanych w TV Republika w 2025 roku".
Dr Jolanta Hajdasz w laudacji wskazała, że "wolność słowa nie jest wartością daną raz na zawsze, jest jak tlen, zauważamy jej brak dopiero wtedy, gdy zaczyna go brakować".
W czasach, gdy rzetelność dziennikarska bywa wymylona z koniunkturalizmem, a odważne zadawanie pytań nazywa się agresją i brakiem profesjonalizmu, rola dziennikarza z całą pewnością staje się i jest misją. Misją stania na straży prawdy. Dziś mamy zaszczyt uhonorować osobę, dla której ta misja jest fundamentem pracy zawodowej. Główna nagroda wolności słowa dla redaktor Katarzyny Gójskiej to nie tylko docenienie jej warsztatu, ale przede wszystkim wyraz uznania dla jej dziennikarskiej odwagi, niezłomności i konsekwencji. Zarząd Główny SDP nagrodził panią redaktor za przygotowanie i prowadzenie debat prezydenckich wyemitowanych na antenie Telewizji Republika w ubiegłym roku. W chwilach kluczowych dla polskiej demokracji, gdy ważyły się losy najważniejszego urzędu w państwie, Katarzyna Gójska udowodniła, że debata publiczna może być merytoryczna, ostra, ale przede wszystkim wolna od nacisków i do tego jeszcze wciągająca i ciekawa dla odbiorców. Cztery debaty organizowane przez Telewizję Republikę miały fundamentalny wpływ na dynamikę oraz ostateczny przebieg ubiegłorocznej kampanii wyborczej. W kluczowym dla kraju momencie stały się one dla milionów Polaków główną i niezależną platformą merytorycznej dyskusji o przyszłości państwa. Debaty, które prowadziła Katarzyna Gójska, nie były tylko technicznie poprawnymi wywiadami. To, że profesjonalnie pani redaktor potrafi takie wywiady przeprowadzać, to wszyscy wiemy. Debaty były starciem na argumenty, w którym prowadząca z niezwykłą determinacją dążyła do ujawnienia pełnej prawdy o programach i intencjach kandydatów
– powiedziała.
Dodała, iż dzięki charyzmie i profesjonaliuzmowi red. Gójskiej "debaty zestały się naprawdę istotnym punktem odniesienia dla polskiego społeczeństwa, ukazały wszystkich startujących kandydatów w ten sam sposób, dając im wszystkim równe szanse na zdobycie serc i głosów wyborców".
Upór telewizji Republika, by zorganizować debatę dla wszystkich kandydatów, podczas gdy telewizja polska w likwidacji organizować ją chciała od razu tylko dla dwóch i to przed pierwszą turą wyborów, to było tak naprawdę, powtarzam jeszcze raz, punktem zwrotnym kampanii. Ta debata w Końskich wywróciła stolik tych wyborów ustawionych przez rządzącą ekipę pod jednego kandydata
- oznajmiła.
Katarzyna Gójska zwróciła uwagę, że "tak naprawdę ta nagroda powinna mieć, albo w dużej części ma, zupełnie innego adresata, tak naprawdę to dziesiątki tysięcy adresatów, są to po prostu widzowie Telewizji Republika, niesamowici ludzie".
To nie tylko ci, którzy nas oglądają, ale również ci, którzy nas wspierają. I każda z tych debat odbyła się głównie dlatego, że widzowie Telewizji Republika jej chcieli i ją wsparli finansowo. I to jest autentyczny, jakiś zadziwiający fenomen. Myślę, że kiedyś będzie naprawdę to zjawisko badane. W sytuacji ograniczania wolności słowa, momentami wręcz brutalnego przy pomocy policji, jakiejś agencji ochrony, znalazła się ogromna rzesza ludzi, która domagała się debaty i która potrafiła się przeciwstawić cenzurze. Te debaty się odbyły właśnie dlatego, że te dziesiątki tysięcy osób powiedziało kryptodyktaturze czy demokracji walczącej „dość”. My chcemy mieć dostęp do swobodnej wymiany poglądów. I ja bardzo serdecznie dziękuję tym wszystkim, którzy są prawdziwymi i tymi właściwymi w pełni adresatami tej nagrody, bo to państwo, szanowni widzowie Telewizji Republika, właśnie zasłużyli na Nagrodę Wolności Słowa, bo to państwo tę nagrodę, bo to państwo tej wolności pilnowali i o nią zadbali
– wskazała.
Dziennikarka TV Republika przypomniała, że była to "chyba taka jedyna kampania wyborcza, w której odbyło się tyle debat".
Miałam wrażenie, że debata była za debatą i kandydaci już, zresztą nawet wiem o tym, niektórzy mieli dość tych debat, ale w nich uczestniczyli z szacunku dla demokracji. A ci, którzy nie uczestniczyli, zapłacili za to w tych wyborach. I to jest naprawdę bardzo pocieszające, że widzowie Republiki i innych mediów ocenili, kto jest prawdziwie przesiąknięty duchem demokracji i kto tą demokrację rozumie
– stwierdziła.
Na koniec skierowała podziękowania.
Dziękuję wszystkim, którzy ze mną w Republice pracują, dziękuję mojemu mężowi i moim synom, którzy tu są na sali i wszystkim dziennikarzom Telewizji Republika, którzy po prostu na co dzień tworzą Dom Wolnego Słowa
– podsumowała.