A ostrzegaliśmy... Komisja Europejska, szermując głównie argumentem praworządności, nie ułatwia Polsce dostępu do należnych środków z Funduszu Odbudowy, mającym stanowić wsparcie dla państw unijnych po walce z koronawirusem. Taki scenariusz już niemal dwa lata temu, w grudniu 2020 r. przewidział redaktor naczelny "Gazety Polskiej", Tomasz Sakiewicz.
Na początku czerwca Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, przybyła do Polski i podczas swojej wizyty poinformowała o zatwierdzeniu - po długich negocjacjach - polskiego Krajowego Planu Odbudowy, stanowiącego klucz do wypłaty środków z Funduszu Odbudowy. Fundusz nazwany "NextGenerationEU" to uzgodniony przez kraje członkowskie program wsparcia unijnych gospodarek po walce z pandemią koronawirusa, którego wartość szacowana jest na ponad 750 mld euro. Polska wynegocjowała z tego funduszu 23,9 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek.
Podczas czerwcowej wizyty, von der Leyen stwierdziła, że "pierwsza wypłata wsparcia dla Polski będzie możliwa, kiedy wszystkie reformy i inwestycje zostaną dokonane", zastrzegając, że Polska musi rozwiązać "problemy z praworządnością".
KE zaznaczyła m.in. że polski KPO "zawiera kamienie milowe związane z ważnymi aspektami niezależności sądownictwa, które mają szczególne znaczenie dla poprawy klimatu inwestycyjnego i stworzenia warunków dla skutecznej realizacji" i że "Polska musi wykazać, że te kamienie milowe zostały osiągnięte przed dokonaniem jakichkolwiek wypłat w ramach Funduszu Odbudowy".
Już w październiku 2021 r. szefowa KE zastrzegła, że pieniądze dla Polski będą wypłacone tylko, jeśli "system dyscyplinarny dla sędziów zostanie zmieniony, a sędziowie odwołani niezgodnie z prawem muszą zostać przywróceni".
Polskie władze przyjęły prezydencki projekt zmian w systemie dyscyplinarnym sędziów, likwidując Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego.
To jednak nie zadowoliło Komisji Europejskiej i kilka tygodni temu, wiceprzewodnicząca KE, Vera Jourova, zapytana o to, czy nowela ustawy o SN wypełnia warunki określone w KPO, stwierdziła, że "nie wypełnia" ich.
- Polska będzie musiała zastanowić się nad tymi warunkami i jeśli nie będzie wystarczającej reakcji w prawnie wiążących przepisach dotyczących polskich sędziów, które odpowiadają warunkom z kamieni milowych, nie wypłacimy pieniędzy
- powiedziała. Wypowiedź została negatywnie przyjęta w Polsce i potraktowana jako zaognianie sytuacji.
Premier Morawiecki zapewniał, że Polska prędzej czy później dostanie pieniądze z Funduszu Odbudowy, jednak w ostatnich dniach coraz głośniej wskazuje się, że pierwszy pieniędzmi unijnymi, które trafią do naszego kraju, będą środki "tradycyjne", m.in. z funduszu spójności, czy Wspólnej Polityki Rolnej.
- Podpisaliśmy umowę partnerstwa około dwa tygodnie temu i sądzę, że mniej więcej na przełomie tego i przyszłego roku pierwsze pieniądze unijne wpłyną. A to, czy one będą ze Wspólnej Polityki Rolnej, czy z funduszy strukturalnych, czy z KPO jest dla mnie rzeczą wtórną, nie pierwszorzędną. Jestem przekonany, że te środki wpłyną i będą pomagały w rozwoju Polski. (...) Jestem dobrej myśli i na pewno dopniemy tutaj swego
- mówił dzisiaj szef polskiego rządu.
Tymczasem w piątek Komisja Europejska wszczęła drugi etap procedury naruszeniowej przeciwko Polsce w związku z orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego z 14 lipca i 7 października 2021 r. dotyczących prymatu prawa unijnego, otwierając ponownie inny front "praworządności". Zapytany o działania Komisji Europejskiej prezes PiS, Jarosław Kaczyński, w piątek w Płocku powiedział wprost: "Koniec tego dobrego".
- Myśmy naprawdę wykazali tutaj maksimum dobrej woli. Z punktu widzenia traktatów nie mamy żadnych obowiązków, żeby słuchać Unii w sprawie wymiaru sprawiedliwości. Żadnych
- stwierdził.
Scenariusz problemów z uzyskaniem pieniędzy z Funduszu Odbudowy wskazywał już w grudniu 2020 r. redaktor naczelny "Gazety Polskiej", Tomasz Sakiewicz w tekście "Ukradną nam pieniądze i każą spłacać cudze długi. Pułapka unijnego koronafunduszu".
"Fundusz Odbudowy, nazwany Next Generation EU, jest sprytnie ukrytą pułapką na mniejsze państwa UE. Jeżeli wypłaty z niego będą połączone z „praworządnością”, może się okazać, że Polska nie dostanie ani grosza, ale i tak będzie spłacać sporą część z 750 miliardów euro pożyczonych na stworzenie tego funduszu"
- pisał Tomasz Sakiewicz.
Sakiewicz wskazał, że przy Funduszu Odbudowy stworzono "zależność poszczególnych państw od wspólnego kredytu, który razem będą gwarantować", a także projekt wspólnych podatków na jego spłatę.
Decyzja o tym jest faktycznym powołaniem na naszym kontynencie federacji. Będziemy gwarantować cudze długi, jakby były nasze, i płacić podatki, które od razu ominą polski budżet. Oczywiście wymaga to zgody polskiego parlamentu, ale od momentu wyrażenia tej zgody Polska stanie się częścią państwa federacyjnego o nieokreślonych do końca regułach zarządzania. Z federacji wystąpić się nie da, póki Unia nie spłaci całego kredytu" - wskazywał redaktor naczelny "GP".
Tomasz Sakiewicz przewidywał, że w toczącym się sporze o "mechanizm warunkowości", przy założeniu czarnego scenariusza Polska "dostanie dług, a pieniędzy nie".