Nauka pokory i serce pełne dumy
Nic nie nauczyło mnie tak bardzo pokory jak działalność publiczna. Tysiące razy obrywałem za to, co normalnie powinno być powodem do dumy.
Rosjanie doskonale rozgrywają emocje, wspierając banderowców na Ukrainie i antyukraińskie akcje w Polsce. Oczywiście było to dla mnie podwójnie przykre, bo nacjonaliści ukraińscy mają na rękach również krew mojej najbliższej rodziny. Tylko kto ma Polakom w tej sprawie mówić prawdę? Politycy się boją, bo te emocje mogą podzielić elektoraty. To jest zadanie dla tych, którzy nie drżą ze strachu, czyli dla „Gazety Polskiej”. Nie zyskamy na tym, ale gdybyśmy się martwili o zysk, pewnie pracowalibyśmy gdzie indziej. To służba Polsce. Czasem niewdzięczna, nieraz trudna, niekiedy bolesna, zawsze potrzebna.
Zarzucali nam, że nie znamy się na biznesie. Ale naszym celem nie jest biznes. Poza tym mimo wszystko utrzymaliśmy i rozwinęliśmy nasze media w warunkach wściekłego ataku niemal ze wszystkich stron. Jak to było możliwe? Dzięki wspaniałym dziennikarzom, oddanym pracownikom, grupce przyjaciół, która czasem zdobyła dla nas trochę pieniędzy. Przede wszystkim dzięki Wam, naszym wiernym Czytelnikom. Póki jesteście z nami, póty my jesteśmy. Obecny tygodnik ukazuje się dwadzieścia cztery lata. Byłem u jego zarania. Przeżyłem tu bardzo różne chwile. Dostałem prawdziwą lekcję pokory. I co roku powtarzam to samo: warto było, naprawdę warto.