Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski,
26.05.2020 18:34

Przypomnieć, powtórzyć, zapamiętać

Pięć lat po ostatecznej wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich jego współpracownicy muszą przypomnieć sobie emocje, które towarzyszyły ostatnim dniom kampanii i pierwszym tygodniom, może miesiącom, prezydentury. A także zwycięską dla PiS kampanię sprzed wyborów do Parlamentu Europejskiego, do których nadchodząca elekcja jest pod pewnymi względami bardzo podobna.

Do niektórych spraw nie ma już powrotu. Prezydenta wybieramy nie po ośmiu latach rządów jego politycznych przeciwników, lecz w piątym roku władzy jego własnego obozu politycznego.

Przekaz pozytywny i nacisk na osiągnięcia

Pamięć o Bronisławie Komorowskim i Ewie Kopacz wyblakła, Donald Tusk jest już tylko straszącym na odległość internetowym trollem, Platforma stawia na inne twarze i krytykuje rządzących, jak tylko może, również za własne przewinienia. Co więcej, oparta przecież na prawdziwych argumentach narracja, przywołująca sprawy z ośmiu lat rządów Platformy Obywatelskiej, coraz częściej zaczyna się zużywać, tak samo jak w swoim czasie zużyło się straszenie PiS. Co gorsza, ten sam mechanizm pojawia się, gdy rozmawiamy bezpośrednio o Rafale Trzaskowskim. Zestaw „uwłaszczenie-Czajka-żłobki-opłaty-LGBT” powtórzony po raz tysięczny zaczyna być wypierany przez zmęczonego nim odbiorcę, choćby nie wiem, jak był prawdziwy. Ponadto wszystkie te problemy, choć doskonale pokazują, jakim zarządcą czy wręcz jakim człowiekiem jest Trzaskowski, dla części wyborców kandydata PO jest całkowicie abstrakcyjna, ponieważ od prezydenta państwa oczekują wyłącznie dobrego wyglądu i dobrych relacji z zagranicą, oraz, rzecz jasna, tego, by nie był Andrzejem Dudą – i te warunki Trzaskowski spełnia.

Nie znaczy to oczywiście, że wszystkie grzeszki i zaniedbania należy puścić w niepamięć, ponieważ cały czas jest to cenny kapitał dla konkurentów prezydenta Warszawy, przede wszystkim dla Andrzeja Dudy, lecz również dla walczących o tego samego wyborcę Szymona Hołowni, Roberta Biedronia i, w największym stopniu, Władysława Kosiniaka-Kamysza. Sprzyjające reelekcji Dudy media i jego współpracownicy kłopoty Trzaskowskiego powinni wspominać jednak tylko mimochodem, jedynie jako kontrę do ukazywania skuteczności i społecznego zaangażowania obecnego prezydenta.

Niższy wiek emerytalny, wsparcie dla programu 500+, prospołeczne interwencje w czasie tworzenia obecnych, antykryzysowych rozwiązań, zniesienie wiz do USA, budowanie dobrych relacji z państwami Europy Środkowej i Wschodniej w ramach V4 i Trójmorza – to kluczowe osiągnięcia tej kadencji, których kontynuacja jest być albo nie być dla bezpieczeństwa Polaków, zarówno ekonomicznego, jak i militarnego.

Rafał Trzaskowski nie przedstawia żadnych propozycji dotyczących tych dziedzin, jego współpracownicy natomiast wobec całej prezydenckiej agendy i jej praktycznych skutków są nad wyraz krytyczni. Można więc być pewnym, że nie będą to dla niego sprawy istotne, jeśli uda się mu wprowadzić do Pałacu Prezydenckiego.

Przekaz z wiosny 2019 r. i energia z roku 2015

Jesteśmy jednak w 2020, nie 2015 r. i kampania nie może być oparta na krytyce przeciwnika, ale powinna być jedynie dopełnieniem afirmacji własnych dokonań, z akcentem postawionym na możliwość zakwestionowania wszystkiego, co przez ostatnie pięć lat dobrze wpłynęło na życie zwykłych Polaków. Andrzej Duda kilkukrotnie bowiem rozczarował własny elektorat (weta w sprawie ustaw sądowych, wstrzymanie degradacji oficerów PRL), jednak w głównych sprawach wypełnił swoje obietnice i pozostaje do nich przywiązany. W wyborach do Parlamentu Europejskiego Prawu i Sprawiedliwości historyczną wygraną zapewniła gwarancja ciągłości i trwałości reform społecznych oraz obyczajowego status quo, która zmobilizowała elektorat, nazywany pogardliwie „roszczeniowym”, de facto będący po prostu grupą wyborców pragmatycznych. Również tę wygraną należy sobie przypomnieć, bowiem jest ona bardziej przystająca do obecnych wyzwań od kampanii prezydenckiej 2015.

Podsumowując – kluczem jest połączenie przekazu z wiosny 2019 r. z energią roku 2015. Jest to zadanie trudne, ale nie niewykonalne. Andrzej Duda ma tu do wykorzystania kapitał gromadzony od wiosny poprzedzającej jego wyborcze zwycięstwo. Spotkania z ludźmi w całej Polsce, budowanie poczucia bliskości bez tanich, PR-owych sztuczek, do których przyzwyczaili nas politycy, nagle zaludniający bazarki, autobusy i wagony metra. Nie ma się co ścigać na podobne triki; co więcej, gdy Andrzej Duda próbuje wchodzić w ten właśnie sposób prowadzenia swojej przedwyborczej kampanii, nie wychodzi na tym dobrze, czego przykładem jest udział prezydenta w akcji #Hot16Challenge2. Prezydent, biorąc udział w internetowym wyzwaniu raperów, podchwyconym przez celebrytów, chyba po raz pierwszy w historii swojej obecności w polityce dobrowolnie wystawił się na ciosy. Nagrany przez niego utwór stał się memem, który dla każdego polityka byłby jeśli nie zabójczy, to na pewno szkodliwy. „Ostry cień mgły” położył się na wizerunku Andrzeja Dudy zwłaszcza wśród młodszych wyborców, wśród których miał on zapewne tym eksperymentem wizerunkowym, artystycznym i formalnym zapunktować. A przecież nie był on od początku skazany na porażkę, prawdopodobnie zabrakło kogoś, kto orientując się i w meandrach polityki, i w muzycznych oraz internetowych trendach, przeprowadziłby prezydenta przez ten zdradliwy teren. Niestety, szansa ta została zmarnowana.

Patriota i mąż stanu

Wystarczy zaś, żeby Andrzej Duda był po prostu sobą, bo pięć lat temu porwał połowę głosujących Polaków, a następnie utrzymał wysoką społeczną sympatię, powiększając grono życzliwych sobie stylem bezpretensjonalnym, lecz spełniającym oczekiwania wobec prezydenta jako depozytariusza godności i siły narodu. Warto też przy-pomnieć sobie pogrzeb majora „Łupaszki”, a więc moment, gdy prezydent idealnie wpisał się w rolę patriotycznego przywódcy, przedstawiciela narodu, wokół którego, chociaż na tę jedną chwilę, skupiły się wszystkie środowiska odwołujące się do patriotyzmu, również te od PiS bardzo dalekie. W ostatnich wypowiedziach Andrzej Duda zdaje się zresztą iść w kierunku tej najlepszej dla siebie strategii, choćby podkreślając wagę harmonijnej współpracy z rządem, który uzyskał mandat w demokratycznych wyborach i ma przed sobą jeszcze trzy lata rządzenia. Pozostali kandydaci (może z wyjątkiem Władysława Kosiniaka-Kamysza i Krzysztofa Bosaka) skupiają się raczej na zapowiedziach blokowania prac rządu, a kohabitację z Trzaskowskim można wyobrazić sobie wręcz jako festiwal wetowania ustaw.

Pierwsze sondaże uwzględniające podział dominujących sympatii politycznych wyborców w odniesieniu do wyborów prezydenckich w poszczególnych województwach pokazują utrzymywanie się przewagi kandydata PO na zachodzie, a obecnego prezydenta w Polsce centralnej i wschodniej. Dobrym pomysłem Andrzeja Dudy wydaje się powrót do likwidacji pojęcia „Polska B”, krzywdzącego i obraźliwego dla tradycyjnie bardziej konserwatywnych regionów kraju. Skierowanie właśnie do nich konkretnego przekazu może doprowadzić do większej mobilizacji frekwencyjnej ściany wschodniej, a więc i większego poparcia ze strony mieszkańców głosujących nie tyle za osobą, ile za swoją godnością i wizją świata. Warto również pomyśleć nad konkretnym przekazem skierowanym do Ślązaków. Śląsk, jak wiemy z kilku ostatnich elekcji, jest chyba jedynym polskim „swinging state”. Ostatnie sondaże wskazują na wygraną w tym regionie Rafała Trzaskowskiego, nic nie jest jednak przesądzone. Pamiętać trzeba wreszcie o Polsce powiatowej i gminnej, gdzie wyniki rozkładają się inaczej niż na mapkach preferencji poszczególnych województw.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane