Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski,
16.06.2020 21:32

Manowce sporu o cztery litery

Od kilku dni możemy obserwować mocny rozjazd między rzeczywistością kampanii wyborczej a jej medialnym przekazem. Andrzej Duda odzyskuje dawną energię i wyborcze spotkania traktuje jako okazję do przedłużenia swojej umowy z wyborcami, przywołując osiągnięcia ostatnich pięciu lat, możliwe tylko w tym jednym układzie politycznym, natomiast medialny przekaz ogranicza się do czterech liter.

Kiedy Andrzej Duda podpisał kartę rodziny, jego przeciwnicy skupili się na jednym tylko założeniu dokumentu, dotyczącego przecież wielu spraw. Media dbają o to, by deklarację prezydenta przedstawić jako niemający precedensu atak na mniejszości seksualne, podczas gdy de facto jest on jedynie powtórzeniem kluczowych dla Prawa i Sprawiedliwości oraz samego Dudy założeń polityki prorodzinnej. 

Wykrzywiony obraz – spór głównie światopoglądowy 

Jednym z nich jest kwestia zachowania tradycyjnego modelu rodziny w systemie edukacji. Oprócz niego zachowanie programów socjalnych, które pojawiły się po wyborach w 2015 r.: 500+, wsparcie dla rodziców, seniorów, rodzin wielodzietnych. Wszystko to, co zapewnia polskim rodzinom poczucie ekonomicznej stabilizacji, Polsce zaś całkiem niezłe wyniki ekonomiczne i względny spokój społeczny. Ruch bardzo dobry z punktu widzenia kampanii wyborczej, odwołujący się do elektoratu przekonanego, lecz również tego mniej zdeterminowanego, który tak mocno przeważył szalę na stronę PiS wiosną zeszłego roku. 

Obraz został jednak niemal natychmiast mocno wykrzywiony. Zapewne osoby odpowiedzialne za kampanię liczyły się z takim rozwojem sytuacji, mając w pamięci fakt, że ostre postawienie kwestii światopoglądowych przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, wbrew obawom wielu komentatorów, dało PiS bardzo dobry wynik. Jest faktem, że większość wyborców chce spokoju, w którym mieści się zarówno poczucie stabilizacji ekonomicznej, jak i brak oglądanych na zachodzie kulturowych eksperymentów, czy to związanych z obyczajowością, czy z tematem migracji. Trzeba jednak pamiętać o tym, że wiosną zeszłego roku oglądaliśmy liczne marsze równości, podczas których zdarzały się dość jednoznaczne, obsceniczne prowokacje, uderzające w uczucia religijne wielu Polaków. Akcja wywołała więc reakcję, i to, jak się okazało, oczekiwaną przez grupę na tyle liczną, by wygrać wybory według ordynacji proporcjonalnej. 

Gra LGBT – oręż obosieczny

LGBT nie zaszkodzi Andrzejowi Dudzie jako jeden z wielu tematów kampanii. Przez chwilę, gdy wybuchł spór wokół czwartkowej imprezy młodzieży LGBT pod Pałacem Prezydenckim w samej opozycji, temat pomagał w dość niespodziewany sposób, prowokując wzajemne oskarżenia pomiędzy lewicą a Koalicją Obywatelską. Pokazała się przy tym stała hipokryzja Platformy, która mając na to osiem lat, z tego pięć z własnym prezydentem, nie odważyła się na żadne zmiany w prawie, wychodzące naprzeciw postulatom LGBT, nie wprowadziła nawet związków partnerskich, budzących stosunkowo najmniej kontrowersji społecznych jako rozwiązania dotyczącego potencjalnie wszystkich obywateli, niezależnie od orientacji. Niestety, zamiast przyjąć ten prezent od losu, pozwolono dalej żyć medialnie tematowi i wykorzystać kolejne manipulacje słowami polityków do ataku na nich, co spotkało najpierw Jacka Żalka, później samego Andrzeja Dudę, którym zarzucono, że osobom innej orientacji odmawiają człowieczeństwa. A to zarzut tyleż absurdalny, co atrakcyjny, rezonujący zarówno w krajowych mediach, jak i wśród rozmaitych celebrytów, krajowych i zagranicznych. 

Dla niektórych, niezgłębiających, co i kto naprawdę powiedział, to zapewne tylko nakaz moralny, dla innych okazja, by zaistnieć. Czasem, by ponownie wkupić się w łaski mediów. Jedną z pierwszych polskich celebrytek, które postanowiły zabrać głos, była Jessica Mercedes, blogerka modowa, o której dosłownie kilkanaście dni temu głośno było nie z powodu jej deklaracji ideowych, ale skandalu, który wybuchł wokół jej autorskiej marki. Ekskluzywne ubrania, które rzekomo miały być szyte w Polsce, do klientek dotarły z metką świadczącą o ich azjatyckim pochodzeniu. Jednak bardziej kłopotliwym od Jessiki sojusznikiem może się okazać były belgijski premier Elio Di Rupo, w swoim czasie oskarżany przez przeciwników o pedofilię, sam zaś przyznający się nie tylko do homoseksualizmu i ateizmu, lecz również związków z masonerią. A więc ktoś dla prawicy wręcz wymarzony. 

Hasło jak cep skuteczniejsze niż niuansowanie

To jedna strona medalu. Jest też druga. Kwestia LGBT jako główny wątek może zaangażować przeciw Andrzejowi Dudzie osoby niemające politycznej reprezentacji i na co dzień nawet jej nieszukające, mało jednak odporne na ogólnego ducha medialnych przekazów. Po kilku dniach widać już, że spora część „bezpartyjnych” zwolenników idei lewicy społecznej, traktujących często PiS i Andrzeja Dudę jako mniejsze zło i przeciwwagę dla rządów neoliberalnych, nie jest w stanie przejść nad tym wątkiem do porządku dziennego. Prosty komunikat „prawica dehumanizuje” okazał się skuteczniejszy niż niuansowanie i mozolne tłumaczenie, że ludzie to jedno, a ideologia, którą biorą na sztandary, to drugie. Warto przypomnieć, że Rafał Ziemkiewicz od lat (a zaczynał ten temat tak dawno, że pisał o tym nawet na łamach „Gazety Polskiej”) próbował wyjaśnić czytelnikom subtelną różnicę między pojęciami „homoseksualista” i „gej”, na niewiele, lub wręcz na nic się to jednak zdało. W rezultacie zyski polityczne okazują się mocno niepewne. A przecież wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak małe procenty czy dziesiętne części procentów będą decydowały w lipcu o wyborze prezydenta. 

Dlatego też warto zostawić z problemem inne strony politycznego sporu i przejść do tych tematów, które są dla nich o wiele mniej wygodne, a zostały, oby chwilowo, skutecznie zagłuszone. Kwestię LGBT można spokojnie zamknąć przywołaniem dotychczasowej polityki, a więc nieforsowania – wbrew większości społeczeństwa – żadnych eksperymentów społecznych, przy zachowaniu równości wobec prawa i elementarnego szacunku dla każdego człowieka, co przecież, poza całkowitymi skrajnościami, nie powinno budzić ani emocji, ani sprzeciwu. 

Potrzeba uporządkowania przekazu

Kiedy PiS przykleja się kolejny raz łatkę partii nienawidzącej i dzielącej ludzi, a Rafał Trzaskowski pisze budzące zachwyt w TVN listy do tegoż PiS wyborców, festiwal nienawiści w wykonaniu ludzi Platformy trwa w najlepsze. Agresja wobec posłów Zjednoczonej Prawicy, którzy pojawili się na jednym ze spotkań kandydata PO, niedawna napaść Cezarego Tomczyka na Samuela Pereirę, wreszcie opublikowany w niedzielę (później skasowany) wpis Agnieszki Pomaskiej, w którym posłanka wykorzystuje zachowanie osoby najprawdopodobniej niepełnosprawnej umysłowo do ataku na partię rządzącą, pokazują już nie tylko potencjalną przemoc, ale praktykę, internetowy hejt (pod wpisem Pomaskiej wielu jej sympatyków uznało za stosowne włączyć się w opluwanie i chorego, i znienawidzonych przez siebie polityków, choć, pocieszmy się – nie wszyscy), znajdujący swój ciąg dalszy na ulicy. Wszystko w oparach zaklęć o faszyzmie, porównań do Putina czy nawet Hitlera. A gdzieś między tym wciąż ta sama pogarda do beneficjentów polityki społecznej ostatnich lat i wszystkich sympatyków Zjednoczonej Prawicy, sprytnie chowana przez polityków, lecz już nie wyborców, którzy, nie oszukujmy się, będą oczekiwali odwrócenia skutków rządów PiS w każdej dziedzinie. 

Ostatnie tygodnie kampanii to czas na uporządkowanie przekazu. Przypomnienie, że prezydenckie i rządowe wsparcie to nie wykluczenie kogokolwiek; specjalistami od wykluczenia byli przez lata ci, którzy dziś najgłośniej mówią o otwartości. To z wykluczenia zrodziło się poczucie krzywdy, niesprawiedliwości i rozczarowania, które w 2015 r. przekreśliło Polskę Tuska i Komorowskiego. Czy dziś chcemy do niej wrócić? – to najważniejsze pytanie tej kampanii.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane