Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski,
07.01.2021 18:00

2020. Krok w antyutopię?

Rok 2020 wbrew pozorom nie tyle przyniósł nowe zjawiska społeczne, ile wzmocnił już istniejące tendencje. Niektóre cechy współczesnego społeczeństwa, dotykające zwłaszcza młodych i dotąd uważane za jednoznacznie negatywne, zyskały swoje uzasadnienie i się uprawomocniły.

Najlepiej pokazuje to krążący wiosną w internecie żart, na którym zarośnięty człowiek (zapewne nałogowy gracz albo informatyk) opowiada, że przez ostatnie kilka tygodni nikogo nie widział, nie wychodził z domu i jadł tylko zamówione pod drzwi jedzenie. „To bardzo odpowiedzialne zachowanie w czasie pandemii” – chwali go rozmówca, na co nasz bohater szczerze zdziwiony pyta, o jaką pandemię chodzi.

Czas zamknięcia – czas postępującego zaniku więzi społecznych

– Bardzo wielu młodych funkcjonuje tylko w świecie wirtualnym. (…) Ostatnio słyszałem, że ktoś mówił o spotkaniu realnym jako spotkaniu offline. Wśród młodych ludzi zastanawiające jest dla mnie zjawisko, że nie chcą kontaktować się nawet przez telefon. Nie chcą np. dzwonić na infolinię, tylko wolą formularz, żeby jak najbardziej ograniczyć kontakty z drugim człowiekiem. Nie wiem, czy mówię tylko o skrajnościach, bo ta skrajność robi się coraz popularniejsza – mówił tuż przed końcem ubiegłego roku psycholog Jacek Giętka w Polskim Radiu 24. W czasach, gdy warunkiem przetrwania choćby dla branży gastronomicznej jest świadczenie usług z dowozem do domu, funkcję kontaktu bezpośredniego, głównie telefonicznego, przejmują aplikacje, firmowe lub, częściej, agregujące ofertę bardzo wielu barów i restauracji.

Narzekanie na zanik relacji międzyludzkich nie jest niczym nowym. Nie zaczęło się to ani z nadejściem koronawirusa, ani nawet z początkiem internetu i przejściem wielu kontaktów z „realu” do „wirtualu”. Już w czasach PRL co wrażliwsi obserwatorzy zjawisk narzekali, że ludzie, którzy mieszkają w blokach, bardzo często nie znają swoich sąsiadów. Jeśli w 2020 r. przyszło nam rozpoczynać kolejny etap kariery zawodowej lub nauki, mogliśmy nie poznać nawet swoich kolegów ze studiów, szkoły czy pracy, ucząc się i pracując bardzo często lub wyłącznie zdalnie.

Dla dzieciaków, które z podwórek przeniosły się przed monitory i wyświetlacze smartfonów, to w sumie niewielka zmiana. Co najmniej odkąd istnieją media społecznościowe, w dobrym tonie jest umieszczanie w nich alarmistycznych grafik, wskazujących, że to, co miało łączyć, bardzo często dzieli, a narzędzie rozrywki i rozwoju stało się nowym uzależnieniem – od samego siebie, lecz również od generowanej przez nie popularności, „lajki” i „fejm” stały się dla wielu narkotykiem.

Czas zamknięcia i przesunięcia kolejnej porcji kontaktów z rówieśnikami i światem do sieci spowodował pogłębienie się istniejących wcześniej zjawisk. Marginalne dotąd grupy i ich zachowania czy fascynacje przebiły się do mainstreamu już trochę wcześniej – wystarczy przypomnieć sobie, jak dziennikarze na początku zeszłego roku zderzyli się nagle ze zjawiskiem popularności koreańskiego popu. Innym, o wiele mniej sympatycznym zjawiskiem jest moda na hejt wobec Jana Pawła II, dla wielu szokująca i całkowicie nieprzewidziana, choć istniejąca przecież od kilku lat.

Wszystko to zderzyło się z postępującym zanikiem więzi społecznych oraz międzypokoleniowych i zostało wzmocnione przez frustracje wynikające z niepewności i zamknięcia z jednej, a zdobywany poprzez rosnącą masowość „społeczny dowód słuszności” z drugiej strony. Najmłodsze pokolenie powtarza więc (oczywiście nie w całości) rzeczy zobaczone i usłyszane u idoli czy w serialach, po czym ten sam przekaz wzmacnia jego popularność w grupie rówieśniczej. Ta zaś nie sprowadza się, jak kiedyś, do kolegów z klasy i osiedla, lecz rozdęła się do rozmiarów całego pokolenia, zasiedlającego internet.

Ten drugi „wciąż bardziej obcy”, abstrakcyjny

W ten sposób zanika dawna dywersyfikacja źródeł postaw, a outsiderzy, których na szczęście nie brak, spotykają się nieraz z oddolnie zorkiestrowanym hejtem. Bardzo wyraźnie widać to przy okazji trwających sporów ideowych, zwłaszcza gdy ktoś nie reprezentuje oczekiwanego od przedstawiciela danej grupy zestawu poglądów i wartości (w najgorszej sytuacji będzie tu zapewne młoda, wierząca kobieta).

I znów – gdy drugi człowiek, przez obecne ograniczenia, nakładające się na wcześniejsze procesy społeczne i liberalną kulturę, promującą egoizm, dla niepoznaki nazywany indywidualizmem, staje się coraz większą abstrakcją, coraz mniej jest w ludziach empatii, zrozumienia czy choćby akceptacji dla innych poglądów. Dla młodszych (lecz i starszych) samo istnienie innego poglądu bywa problemem nie do przejścia, przyczyną zupełnie realnych ataków histerii, z reguły dumnie transmitowanych w krótkich internetowych filmikach.

Oczywiście swoje dokłada tutaj trwająca od lat atmosfera wojny totalnej w polskiej polityce, można jednak zauważyć, że to, co wcześniej było domeną zaślepionych nienawiścią, a czasem też opłacanych internetowych trolli, stało się w całych grupach użytkowników normą.

Wyobcowanie, narastająca orientacja na samego siebie, atmosfera sprzyjająca nerwicom i depresji wpływa na popularność jednych postaw i niepopularność innych, o czym pisałem już w cyklu opisującym społeczne tło protestów przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego. Ich wulgarność i ludyczność to też forma odreagowania czasu kwarantanny. Ostatnie dni przyniosły kolejne niepokojące sygnały – sondaże, które wykazały, że drastycznie wzrasta wśród Polaków poparcie dla dostępności aborcji (również na życzenie), natomiast w najmłodszym pokoleniu jedynie niecałe 10 proc. jest nastawione do Kościoła pozytywnie, podczas gdy pozostała część ankietowanych dzieli się mniej więcej po równo na wrogich i obojętnych. To również w dużym stopniu bagaż odziedziczony po roku 2020, który przejechał potężnym walcem po naszych relacjach i więziach.

Ziarno samozniszczenia skrajności i nadzieja dla normalności

Wszystkie zasygnalizowane wyżej zjawiska i tendencje wymagałyby pogłębionych badań i analiz, na podstawie których można by myśleć nad tym, czy da się odwrócić negatywne tendencje społeczne, które utrwalił rok 2020.

W tym tekście skupiłem się na zebraniu zjawisk najbardziej widocznych i krzykliwych, pamiętać jednak trzeba, że budzą one również reakcję, a tradycyjnie rozumiana normalność, choć nie pcha się w oczy jak neonowe pioruny (przebój z okien warszawskich nowobogackich bloków), wciąż istnieje i próbuje się bronić. Pozostaje pytanie, co zrobić, by uczynić z niej ponownie atrakcyjny model postawy życiowej i światopoglądowej. Nowe prądy społeczne mają w sobie ziarno samozniszczenia i być może na dłuższą metę zbyt wiele mają w sobie kłótliwości i egocentryzmu, by coś dało się na nich zbudować, wyłonić reprezentację polityczną i przeprowadzić odgórną zmianę społeczną. Widać to bardzo często w polemikach lewicowych aktywistów, którzy w niczym nie ustępują słynącej ze skłócenia prawicy lat 90. Istnieje wreszcie część prospołeczna lewicy, broniąca praw pracowniczych czy lokatorskich, też mocno przez pandemię nadwyrężonych, która nie spotka się z opcją skrajnie liberalną, choć łączy ją często (ale nie zawsze) pogląd na sprawy obyczajowe.

Tyle że i strona konserwatywna jest w tej chwili w różnych sprawach mocno rozdarta, a opisane wyżej zmiany i emocje społeczne dotykają jej również, choć prowadzą do okopania się na innych pozycjach. Odbudowa wspólnoty i systemu wartości zaczyna się oddolnie, w grupach, które korzystają już z nowych warunków i współczesnych emocji, jak oddolne inicjatywy broniące kościołów czy internetowe profile konserwatywnych, nowych liderów opinii, dzięki którym tworzą się na nowo więzi, a przekonania zyskują potwierdzenie przez obecność osób je podzielających.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane